Abobo to postać znana z serii Double Dragon oraz Battletoads jako jeden z podstawowych bossów, z którym trzeba było się skonfrontować z reguły zaraz na początku gry. Bohater składał się co prawda głównie z mięśni i hipertroficznych łuków brwiowych, ale mimo swojego niepokojącego wyglądu z reguły dawał sobie dość łatwo nadmuchać w kaszę – do tego stopnia, że mi samemu było go zawsze trochę żal, bo w końcu ile można służyć za mięso armatnie. Być może podobne odczucia pokierowały działaniami ludźmi z I-Mockery, którzy w kolekcji swoich jajcarskich gier umieścili również Abobo’s Big Adventure.

Screeny krążące w necie, strona aplikacji czy wreszcie sam ekran powitalny gry nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że mamy tu do czynienia z pełnowymiarową parodią. Oprawa audiowizualna bowiem przywołuje na myśl złoty okres ośmiobitowego NESa. Paleta kolorów, poklatkowość animacji i oldskulowe sample – wszystko się zgadza. A gdy tylko odpalimy ABA

…to i obsługa okazuje się znajoma, bo sterowanie odbywa się jak za pomocą NESowego zestawu D-pad + A i B. Przebijamy się zatem przez menu i trafiamy na pierwszą cut-scenkę, z której wynika, że źli ludzie porwali syna Abobo, co doprowadziło do furii tego ostatniego. Po czym…

…rozpoczyna się akcja żywcem wyjęta z ikonicznych lokalizacji serii Double Dragon. Żeby jednak było zabawniej na naszej drodze napotykamy starych znajomych, którym chyba trochę poprzestawiały się elektroniczne ścieżki a którzy trafili do ABA nie do końca z własnej woli. Efekt jest jednak taki, że przez cały pierwszy level nie sposób przestać chichotać.

I tutaj staję przed poważnym dylematem. W ciągu raptem godziny grania nazbierałem bowiem masę absurdalnych screenshotów i znalazłem nieprawdopodobną liczbę oczek puszczonych w stronę tych spośród graczy, którym dzieciństwo (a może i wczesna dorosłość) zeszła na obcowanie z NESowymi hitami. Bardzo szybko okazało się, że pierwszy etap parodiujący serię DD to tylko wstęp do całego maratonu ironii. Z premedytacją więc nie pokazuję nic więcej, bo to by po prostu zepsuło ten nieprawdopodobny ciąg niespodzianek, które czekają w grze.

No, po krótkim namyśle stwierdzam jednak, że jakaś zajawka jest potrzebna. Za przynętę niech posłuży poniższy screen.

I zgadnijcie, co wybrałem. Albo lepiej nie – zamiast tego zagrajcie sami. ABA jest do ściągnięcia stąd  albo do ogrania bezpośrednio w przeglądarce internetowej.

Tak przy okazji, pod spodem nic nie ma.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

No, przecież mówiłem, że nic tu nie ma, wracaj na górę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie dajesz za wygraną, co?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

No, powiedzmy, że coś tam jest, hipotetycznie. I co wtedy?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

No, dobra – pod spodem zrobiłem mały wybór moich kilku ulubionych momentów z gry. Jeśli chcesz mieć spoiler, to zapraszam.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Naprawdę chcesz sobie odebrać frajdę niespodzianki?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A, w sumie – kto Ci broni. Po pierwsze więc, nie wiem czy można było wymyślić jakiś bardziej absurdalny punkt usługowy znajdujący się na ulicy Urban Champ. Propsy za wprowadzenie elementu „discount” do nazwy przybytku, która tak dobrze pasuje do ubożutkiej grafiki oraz klimatu tamtej gry.

Po drugie, pomysł, żeby lochy w części stylizowanej na Zeldę swoim planem przypominały schematyczne męskie genitalia jest znakomity, ponieważ męskie genitalia to ostatnia rzecz, której się tutaj spodziewałem. Ale może dlatego, że seria Zelda mnie jakoś ominęła i ciągle obiecuję sobie nadrobić zaległości w lekturze klasycznych tekstów.

A skoro już przy Zeldzie jesteśmy, to w tych okolicznościach ujawnia się niezwykle silna inklinacja Abobo do zjadania czego tylko popadnie – nawet jeśli są to kluczowe z punktu widzenia algorytmu przejścia danej gry artefakty. Z czym zresztą w pełni empatyzuję.

No i wreszcie po trzecie, Death Blossom w części stylizowanej na Baloon Fight. BF bowiem to jedna z najbardziej frustrujących gier, w które kiedykolwiek grałem, głównie ze względu na potworną inercję w sterowaniu skutecznie utrudniającą realizowanie prostych w gruncie rzeczy czynności. Parodia w ramach ABA jest chyba jeszcze trudniejsza niż pierwowzór, ale daje możliwość wykonania rage move, dzięki któremu Abobo pluje na wszystkie strony laserem, bombami i błyskawicami. Wartość katarktyczna tej akcji jest potężna.

Co nawiasem mówiąc prowadzi mnie do postawienia pewnej hipotezy o roli kateksji w tego typu reiteracjach, ale to temat na osobny wpis. Tymczasem wracam do ABA.

Advertisements

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s