Zadawszy sobie pewnego dnia pytanie, w co się teraz gra w internetach, trafiłem na Blacklight: Retribution. Gra była co prawda reklamowana jako tactical fps, które generalnie mnie nudzą swoimi realistycznymi aspiracjami, ale mimo to trailer wydał mi się niezwykle dynamiczny. Ja wiem, że magia kina, komputerowi statyści, itd., ale ostatecznie postanowiłem dać B:R szansę.

Ktoś tu się poślizgnął na skórce od banana.

Sam początek był trudny. Gra bowiem jest dostępna na Steamie, ale po instalacji okazuje się, że razem z nią pojawia się nam na komputerze menu Arc Games. Tę drugą platformę też mam zainstalowaną, więc nie obraziłbym się, gdybym od razu został poinformowany o tych roszadach, bo niby nic, ale wygląda to niechlujnie a i dodaje zbędnego klikania przy starcie. Większy problem jednak pojawił się w chwilę później: kiedy już bowiem przełknąłem ok. 5 GB download’u samej gry, musiałem zassać dodatkowe 10 GB aktualizacji. A ponieważ cały proces przebiegał wyłącznie na nielimitowanym transferze nocnym, od momentu wyboru gry do pierwszego zagrania minęło kilka dni i tyleż siwych włosów. No, a gdy już wreszcie po raz pierwszy odpaliłem grę, okazało się, że mój Alienware M15x ledwo dycha.

Ponieważ jednak darmowemu koniu nie zagląda się pod ogon a ja zainwestowałem w tę grę już sporo czasu i emocji, pobawiłem się trochę ustawieniami sprzętowymi, przebrnąłem przez obowiązkowy tutorial i wreszcie dotarłem do głównego menu, skąd od razu popędziłem na trening z botami. Tu jednak z przyjemnością zaznaczam, że oprawa graficzna samego menu bardzo mnie przekonała. Wszystko mamy w przyjemnie chłodnej kolorystyce, w tle migają jakieś cyfrokody i cyberświatełka, na pierwszym planie pręży się nasz awatar – jest dobrze!

Pierwsze wrażenia wizualne z samej gry są również jak najlepsze: dynamiczne światła i cienie, mgła oraz inne zjawiska cyfrowe i atmosferyczne mnie przekonały. To prawdopodobnie w dużej mierze zasługa tego, że jako wychowanek ośmiu bitów na krzyż mam bardzo niewielkie wymagania i łatwo mnie oczarować, ale tym lepiej dla mnie. Nie bez znaczenia jest też pewnie estetyka samych leveli: jakkolwiek tematycznie są oklepane i przewidywalne do bólu (zdewastowane miasta, slumsy, puste fabryki, porty morskie), to jednak są wykonane z dużą dbałością o szczegóły.

Większość screenów, które mam, powstała w takich właśnie okolicznościach. Dzięki temu zarejestrowałem całą serię moich mało widowiskowych zgonów.

Największym zaskoczeniem jednak okazała się dla mnie sama rozrywka: czy to z botami czy z ludźmi było cały czas dynamicznie i w napięciu, co, jak podejrzewam, jest zasługą kilku rozwiązań zastosowanych w grze. Po pierwsze więc, do dyspozycji mamy specjalny wizjer umożliwiający widzenie przez ściany i szybką lokalizację przeciwników. Wizjer działa przez chwilę a potem musi się naładować, ale to z reguły wystarczy do tego, żeby szybko zorientować się w sytuacji i nie tracić czasu na błądzenie po mapie. Po drugie natomiast, po całym levelu rozstawione są terminale zakupowe, w których za zgromadzone punkty można zaopatrzyć się w dodatkowy sprzęt, zarówno lekki jak i ciężki. Zwłaszcza ten drugi w postaci wielkich opancerzonych mechów daje mnóstwo frajdy.

Jeden z tych nielicznych momentów, gdy udało mi się utłuc żywego przeciwnika.

Po trzecie wreszcie, gra oferuje do dyspozycji potężny, bardzo zróżnicowany i kustomizowalny arsenał. Część można kupić na zawsze za prawdziwą, brzęczącą walutę w menu głównym, część można wypożyczyć na czas konkretnej strzelaniny a część można zdobyć na pokonanych wrogach. Nie raz i nie dwa zdarzy się więc nam podnieść giwerę, co do której działania do ostatniej chwili nie będziemy pewni. W rezultacie jednak gra ciągle czymś zaskakuje.

Gun-pr0n w czystej postaci.

Z tym wiąże się jedna prawidłowość, która u mnie samego wywołuje ambiwalentne odczucia. Mianowicie wyposażenie swojego awatara w bardziej wytrzymały pancerz czy bardziej zabójczą broń nie wymaga grindowania (choć i tą drogą da się ich dorobić) – wystarczy zrobić przelew i od razu bez czekania można wyjść na arenę w lśniącej zbroi. Trochę rozumiem, że prawie wszędzie to tak działa, że więcej hajsu = lepszy sprzęt = większe możliwości, ale trochę mam z tym problem. Z drugiej jednak strony żaden sprzęt w tej grze nie zastąpi umiejętności, więc zamiast jęczeć, że inni mają lepiej, idę ćwiczyć.

Unikatowe zdjęcie, Red. Nacz. GO!KSR na pierwszym miejscu – tylko dlatego, że wszyscy pozostali zrezygnowali z gry, zanim ta się jeszcze rozpoczęła.
Reklamy

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s