Postać Pogromcy bardzo lubię z co najmniej z dwóch zasadniczych powodów. Po pierwsze, spośród wszystkich bohaterów komiksowych mojego dzieciństwa Frank Castle był najbardziej ludzki. W przeciwieństwie do swoich nadnaturalnie i niejako za darmo przypakowanych kolegów Pogromca znaczniej częściej dostawał ciężkie wciry, miał przeciwko siebie potężniejszych i liczniejszych przeciwników a nieliczne sukcesy, które ponosił były okupione zupełnie niewspółmiernymi nakładami. Po latach stwierdzam, że chyba właśnie to sprawiło, że tak łatwo było mi się zidentyfikować [reminescencje_mode_OFF].

I ten wszechobecny patos – jak tu mu nie ulec?

Będąc jakoś tak właśnie na fali Punishera załapałem się na rzeczoną grę na NESa. Od czasu więc, gdy w nią grałem, minęło jakieś, lekko licząc, ćwierć wieku, czyli wystarczająco dużo, by zupełnie zapomnieć o całej sprawie. Gra jednak wryła mi się w pamięć, co właściwie mnie samego dość dziwiło, bo wtedy nie zrobiła na mnie szczególnie dobrego wrażenia.

Grafika bowiem wydawała mi się dość podła, głównie ze względu na śmietnik, jaki robił się na ekranie. Poszczególne elementy krajobrazu nie całkiem do siebie pasowały, mnóstwo przestrzeni zajmowały niechlujne czarne obwódki. I żeby było jasne – wiedziałem, czego można po NESie oczekiwać, ale Punisher wciąż był (albo po prostu mi się wydawał) w tej kwestii nieco pod kreską w porównaniu chociażby do analogicznych Vice: Project Doom, Mechanized Assault czy Gotcha!.

Legendarny już i wzmiankowany w każdym chyba opisie Punishera saksofonista. Do dzisiaj pewnie zbiera za to tantiemy.

Oprawa dźwiękowa była dość słaba. Przestrzeń wypełniały tylko odgłosy strzelaniny, dżingle power-up’ów i okazjonalnie saksofon – nic, co zapadłoby w pamięć, ani czemu należałoby teraz poświęcić miejsce. Na domiar złego, gra była frustrująco trudna a moje ówczesne motto brzmiało „fajna gra to łatwa gra”. Cóż, prawa Yerkesa-Dodsona czy krzywa uczenia się były wtedy wciąż przede mną. Co w takim razie sprawiło, że P tak wyraźnie pamiętałem? Dwie rzeczy.

No, trzy – jeśli doliczyć znakomite protipy.

Po pierwsze, był to gatunek gry. Nigdy wcześniej bowiem i bardzo długo później nie grałem w grę, która w ten sposób łączyłaby rail shooter i beat’em up. W przeciwieństwie do zwykłego celowniczka, oprócz wskaźnika trzeba było tutaj bowiem kontrolować również swojego awatara, by w ten sposób omijać lecące w nas badziewie. Z kolei przy okazji bossów co jakiś czas przechodziło się do starej dobrej walki wręcz. Nie była ona co prawda jakoś szczególnie wyszukana, ale przywalenie wirtualnemu wrogu z kapcia w czajnik jest zawsze satysfakcjonujące. Dzisiaj takie mieszanki nie są absolutnie niczym zaskakującym, ale dzisiaj mamy do tego wypasione kontrolery. Natomiast 25 lat temu…

…helikoptery psuły się trochę częściej, ale to dlatego, że latali nimi ninja.

No, właśnie. Drugie, co mnie wtedy trafiło, to właśnie sterowanie. Zarówno celownik jak i swojego awatara trzeba było kontrolować równocześnie przy pomocy jednego tylko D-pada. Prędkość przemieszczania się obu obiektów była różna, więc można było ustawić sobie postać w jednym kącie a celować w drugi. Wtedy wydawało mi się to oczywiste, bo i tak nie miałem punktu odniesienia typu mysz + klawiatura albo gamepad z dwiema gałami. Teraz natomiast, po latach, do gry przywiodło mnie pytanie, jak właściwie sobie poradzę, po tym, kiedy już przyzwyczaiłem się do grania na dwie ręce równocześnie.

Biorę przykład z Pogromcy – też gra na dwie ręce (to ogień a nie pompony cheerleaderskie…)

I ku mojemu zaskoczeniu stwierdzam, że wyszło naprawdę spoko. W pierwszej chwili co prawda brak rozdzielności kontroli mnie trochę irytował, ale już po jakichś kilkudziesięciu sekundach wszystko było OK. Nawet więcej, to właśnie równoczesne sterowanie postacią i celowanie dostarczyło mi teraz mnóstwo satysfakcji. Gra bowiem tylko sprawia wrażenie dosyć ospałej – jeśli jednak skupić na tym, by w tym samym czasie łoić do wrogów oraz unikać spadających z góry śmieci, to gra rzeczywiście potrafi pochłonąć. Mnie pochłonęła.

Tych trzech typów również – to poprzedni gracze, którzy przegrali a potem zostali już w grze.

P to również jedna z tych gier, którym upływ czasu zrobił dobrze z perspektywy mojej subiektywnej oceny. Przede wszystkim więc chyba dopiero teraz byłem w stanie docenić techniczne rozwiązania deweloperów, którzy potrafili tak wiele wycisnąć z bardzo podstawowego NESowego gamepada: sterowanie, przełączanie się między giwerami, granaty, pięści – wszystko jest pod palcami.

Jeszcze bardziej jednak chyba zaskoczyło mnie to, że po latach oprawa gry wydała mi się zupełnie w porządku. Okazało się bowiem, że odgłos karabinu jest przyjemny dla ucha a saksofonista korzysta z bardzo fajnego chiptune’a. Graficznie natomiast jest tu trochę zabałaganione, ale jeśli uważniej się przyjrzeć, to wykonanie poszczególnych elementów jest bardzo staranne. Tła są pełne szczegółów a przeciwnicy zróżnicowani. No i ważna rzecz: sceneria rejestruje nasze szaleństwa z Bronią i w rezultacie trasę znaczą rozbite szyby, wywrócone kosze na śmieci i ślady po kulach. Niby nic, ale upchnięcie tego w ośmiu bitach uznaję za sukces.

Ciała jednak tradycyjnie znikają pomigotawszy nieco przedtem.

Wreszcie najważniejsza rzecz: P okazał się autentycznie miodny. Poszczególne etapy są rozsądnie zaprojektowane a bardziej wymagające strzelaniny przeplatają się z niedzielnym spacerkiem . Na ekranie potrafi pojawić się masa przeciwników równocześnie a my musimy się nieźle nagimnastykować, by nie zaliczyć zgonu zbyt szybko a równocześnie nie wyprztykać z całej amunicji. Zresztą, fakt, że P wygrał ostatni sobotni wieczór z chociażby Blacklight: Retribution mówi sam za siebie. Albo za mnie. Albo lepiej nie drążmy już tego…

PS A drugi powód, dla którego bardzo lubię Pogromcę, to nomenklatura modelu warunkowania sprawczego, co już onegdaj ogłosiłem na fejsie.

Reklamy

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s