Jako że ostatnio toczę zażartą wojnę z molami spożywczymi, które dokonały inwazji na moją kuchnię oraz częściowo udanej kolonizacji spiżarki, musiałem aktywizować schematy poznawcze wypracowane przez lata grania w gry video. A, więc: mole to Obcy występujący w różnych formach od jaja, poprzez stadium larwalne aż po dorosłe osobniki potrafiące latać. Ja to jednoosobowy, zwiadowczo-desantowo-szturmowy oddział kosmicznych marines. Spiżarka to baza kosmiczna, z której co prawda personel już ewakuowano, ale wciąż pozostały tam bezcenne zasoby żywnościowe, od których zależy przetrwanie całej kolonii.

Żeby lepiej wczuć się w swoją rolę, sporządziłem sobie nawet podobny plan działania.

Po kilku tygodniach wojny udało mi się zlokalizować główną wylęgarnię Obcych, wyczyścić ją oraz zabezpieczyć bazę. Pułapki monitorujące od kilku dni nie wykazują żadnej niepożądanej aktywności, ale na wszelki wypadek nie mówię hop, póki ostatni Obcy nie zginie do wtóru warkotu smartguna. Do tego czasu więc i żeby odstresować się po zasadniczej części batalii, zainstalowałem sobie Alien Swarm.

Alien Swarm to znakomity (a na dodatek darmowy) TDS na silniku Half-Life 2, utrzymany w duchu klasycznej już serii Alien Breed. Kontrolujemy oddział złożony z czterech specjalistów (dowódca, ciężki sprzęt, technik, medyk), przedzieramy się przez kolejne strefy po drodze rozwiązując różne proste łamigłówki a co jakiś czas przechodzimy w tryb survival, gdy trzeba np. utrzymać się na zjeżdżającej windzie przed nacierającymi z wszystkich czterech stron Obcymi. Gra znakomicie utrzymuje równowagę między stonowanymi, taktycznymi posunięciami w ciasnych korytarzach a zupełnie nieskrępowaną młócką na otwartych przestrzeniach.

Obrona windy w drugim levelu jest epicka.

W warstwie narracyjnej mamy standard wyznaczony przez Aliens 2: kosmiczna kolonia zostaje zainfekowana przez Obcych, na miejsce przybywa jak zwykle bezsensownie malutka grupa marines, która w trakcie starcia i tak robi się jeszcze mniejsza, ale mimo to ciągle jest w stanie skopać kilka międzygalaktycznych i nasączonych kwasem solnym tyłków. Nawiązania do popkulturowego dziedzictwa dzieła Ridleya Scotta są w zasadzie obecne na każdym kroku: od odgłosu detektora ruchu po suchary rzucane przez poszczególne postacie, jeśli zbyt długo pozostawi się je bez nadzoru.

A propos sucharów – czyż ten zalatujący lekko mottem Nietzsche’ańskim nie jest doprawdy zacny?

Gra jest przygotowana z myślą o trybie multiplayer i w wersji podstawowej nawet nie dopuszcza innej możliwości. Rozumiem oczywiście, że dopiero wtedy gdy każdy z żołnierzy kontrolowany jest przez żywego człowieka, gra pokazuje pełen potencjał. Czemu jednak Valve zdecydowało się zupełnie zignorować pojedynczych graczy, wie chyba tylko Valve. Szczęśliwie jednak dobrzy ludzie sporządzili specjalny dodatek, który umożliwia przejście całej kampanii Jacob’s Rest w trybie single player. Z przyjemnością też informuję, że społeczność modderów ma się zaskakująco dobrze, dzięki czemu z sieci można sobie pobrać imponującą kolekcję autorskich map i w ten sposób zasadniczo przedłużyć i tak wyjściowo wcale niezłą żywotność gry.

Przynajmniej mordy są dość różnorodne.

I w zasadzie na tym można by poprzestać, bo takich gier jak AS – miodnych i o znakomitej oprawie audiowizualnej – nie ma po co szczególnie reklamować. Od siebie mogę chyba dodać w zasadzie tylko tyle, że to właśnie dzięki takim grom zwalczanie domowych i okołodomowych szkodników stało się trochę mniej bolesne. Zawsze to bycie elitarnym oddziałem międzygwiezdnych badassów jest jakoś bardziej nobilitujące niż zwykłe cieciowanie z odkurzaczem i aerozolem na mole.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Alien Swarm czyli od mola spożywczego po xenomorfa

  1. Pozdro, witam w klubie :D Zwalczałam mole ze 2 miesiące, jak nie więcej, bo bezczelne wychodziły co jakiś czas.. znaczy przyklejały się głównie do pułapek monitorujących, ale pamiętam ten dzień, rodem z horroru… myję sobie naczynia w kuchni, kątem oka patrzę – larwa na ścianie… „Nic to, pewnie z jakiegoś owoca wylazła” – zabijam. Gdy na drugi dzień widzę kolejną na suficie, jeszcze jedną na blacie… czuję jak zaczyna ogarniać mnie furia. Nienawidzę robactwa. Niestety żałuję, iż nie dorobiłam sobie odpowiedniej historyjki, na pewno lepiej byłoby mi wyrzucać tony jedzenia i czyścić szafki… ale cholera (chorera), jak tu zabić mola mieczem dwuręcznym… (bo moja historyjka to by była pewnie fantasy i z wojownikiem, ahaha).

    Gry nie znam, ale podoba mi się Twoje podejście :D

  2. No, jak to jak?! :D Larwa mola to larwa jakiegoś infernalnego potwora rozmiarami przypominająca małą sofę, Ty to żeński odpowiednik Konana Barbarzyńcy, chusteczka higieniczna lub ręcznik papierowy to Dwuręczny Miecz Aniołów (+3 do inicjatywy), zmiażdżenie larwy to Epickie Cięcie i trafienie krytyczne (+50% do zadawanych obrażeń). Punkty doświadczenia możesz już sobie przydzielić sama :3

  3. Dzięki za wprowadzenie w świat rozgrywki!

    Ok, czekam! (poza tym po częstotliwości moich komentarzy widać, że jestem aż za bardzo ‚tuned’, ahaha)

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s