W chwili gdy piszę te słowa, Pan KonDrad jest od pewnego czasu posiadaczem jednego punktu więcej w kategorii „wiek”, co tym samym przybliża go stopniowo acz nieuchronnie do siwizny, artretyzmu, sklerozy i kilku innych atrakcji. Zanim jednak się tak stanie, czeka go jeszcze wiele lat uciech duchowych i cielesnych i z tej to właśnie okazji pozwoliłem sobie – i mam nadziej, że mój Druh się o to nie obrazi jakoś szczególnie – poświecić dzisiejszy wpis pewnemu miejscu na kuli ziemskiej, z którym wiążą mnie szczególne miłe wspomnienia.

Otóż mało kto dziś chyba już pamięta czy w ogóle wie, ale PanKonDrad w latach 2008 – 2011 prowadził sklep komputerowy „Goblin Komputer”. Sklep początkowo nastawiony był na sprzedaż i serwis zaawansowanych technicznie, ekologicznych i energooszczędnych komputerów i laptopów. W ciągu kilku lat działalności PanKonDrad poszerzył ofertę o montaż sieci w pobliskich miejscowościach, otworzył sprzedaż wysyłkową i prowadził regularne testy i recenzje oferowanego sprzętu. Pozwolę sobie też nadmienić, że w stosunku do ocenianych kart pamięci i pendrive’ów – mimo, że sam je sprzedawał – był bezlitosny i jeśli sprzęt mu czymś podpadł, to producent mógł liczyć na stare dobre wiadro pomyj.
pendrive

Myliłby się jednak, kto by śmiał wątpić w ogromną życzliwość i troskę Pana KonDrada. Klienci, zarówno sklepu stacjonarnego jak internetowego, mogli liczyć na profesjonalną obsługę, dobre słowo (komu się chce tak pisać?) i co najmniej garść cukierków, które jakimś tajemniczym sposobem zawsze znajdowały się na podorędziu. Na efekty nie trzeba było czekać, 177 pozytywnych opinii o sklepie mówi samo za siebie a ten jeden malkontent spotkał się z tak grzeczną i rzeczową odpowiedzią, jakiej chyba nigdzie indziej nie uświadczyłem. Muszę też się przyznać, że sam niegdyś zupełnie bez ostrzeżenia zamówiłem w Goblinie pendrive’a. Sprzęt zresztą mam do dzisiaj i jest to mój ulubiony pendrive. Zresztą, jak w ogóle mogło być inaczej?

…a swoje przeszedł.

Samo miejsce było niesamowite, chociażby z tego względu, że zupełnie wyłamywało się z oklepanych schematów „sklepu z komputerami”. Zamiast szarości i czerni dominowały odcienie brązu i zieleni, dzięki którym odnosiło się wrażenie przebywania w lesie. Jakieś 80% wrażenia budowały jednak ścienne malowidła przedstawiające leśnych goblinów w trakcie wykonywania ich codziennych czynności jak np. podrzynanie gardła przypadkowym przechodniom.* I jakkolwiek była to mocno zmodyfikowana wersja pierwotnej wizji sklepu (o której zresztą żywo dyskutowaliśmy z Panem KonDradem pewnego lipcowego dnia w jednej z zakopiańskich spelun anno satani 2008), to wciąż jej efekt był piorunujący.

Tu miało się znaleźć pamiętne zdjęcie red. nacz. GO!KSR i Pana KonDrada na tle goblińskiej ściany, ale najwyraźniej przepadło. W zastępstwie – idealnie wykadrowane zdjęcie tychże z Bieszczad.

Miejsce to było nie tylko sklepem komputerowym – wszyscy w jakikolwiek sposób z nim powiązani (bo oprócz Pana KonDrada i mnie było jeszcze parę osób, przede wszystkim Blake – piona!) zabraliśmy stamtąd mnóstwo wspomnień. Po godzinach pracy, kiedy już można było z czystym sumieniem wywiesić karteczkę z napisem:

Goblin śpi –
śpij i ty.
Bo jak nie,
to cię zje.**

sklep zamieniał się w mieszankę rockoteki, mordowni i sali kinowej a my zawzięcie dyskutowaliśmy o wartościach artystycznych małych form kinematograficznych z Brazylii utrzymanych w nurcie kina moralnego niepokoju.

Obecność obiektu z prawej tłumaczy zarówno atypowy behawior obiektu w środku (red. nacz. GO!KSR) oraz lekką konsternację obiektu z lewej (PanKonDrad). W tle kawałek jednej z goblińskich mord.

Po Goblinie zachowało się bardzo niewiele. Parę niewyraźnych fotografii i rozmazanych filmów, z czego większość i tak zaginęła gdzieś w otchłani starych dysków i płyt. Nawet archive.org okazał się wyjątkowo nieprzychylny robiąc raptem kilka pojedynczych snapshotów. Nic to jednak, bo zamiast jęczeć, że się skończyło, trzeba się cieszyć, że w ogóle było. W myśl tego hasła więc cieszę się jak diabli i serdecznie dziękuję. Panie KonDradzie – sto lat!

* No, dobra – z tym podrzynaniem gardła to bezczelnie zmyśliłem. Faktem jednak pozostaje, że gobliny były uzbrojone w odpowiednie do tego narzędzia a z samym Panem KonDradem nie raz i nie dwa pisaliśmy scenariusze dla goblińskich działań skierowanych przeciwko szczególnie przykrym klientom.

** To też zmyśliłem. No, ale do diabła – wierszyk wyszedł fajny!

Reklamy

10 uwag do wpisu “Goblin Komputer – wspomnienie okolicznościowe

  1. Powiem Ci, że zdjęcie z końca wpisu zdecydowanie „made my day”, ubawiłam się :D
    I ogólnie piękna, wzruszająca historia.

    PS. Wszystkiego najlepszego dla Pana, PanieKonDradzie ^^

  2. Anytime :3
    Swoją drogą ciekaw jestem, kiedy Solenizant się tu pojawi. Zgasiłbym światło, żeby była niespodzianka, ale to może nie wyjść ;-)

  3. @veryhappynecessary: Bardzo dziękuję :-D.

    @Czarnoksiężnik-z-Angmaru: Dopiero po drugim przeczytaniu przyjąłem do wiadomości, że to musi być wpis z okazji moich urodzin. Kurde, rozciągliwość tych pięciu procent lycry w gaciach osiągnęła właśnie maksimum swoich możliwości :-D. Zdjęcie z Bieszczad? Łza się w oku kręci. Sylwester w sklepie? Poezja!

    Z okazji dnia Twoich urodzin obmyśliłem szczwany plan, ale będzie on możliwy do zrealizowania dopiero wtedy, gdy odwiedzisz Miasto Seksu i Biznesu.

    Wracając jeszcze do tekstu dodam, że powinien on tyczyć się w równym stopniu również Blake’a, będącego nieocenionym Kompanem podczas całej tej wędrówki po mrocznych kniejach zamieszkanych przez zielone istoty. Wszystko to, co tam powstało, było wynikiem ścisłej współpracy.

  4. @Pan KonDrad: A Tobie nie uchowało się gdzieś to zdjęcie na tle ściany, właśnie to sylwestrowe?
    BTW. „rozciągliwość tych pięciu procent lycry w gaciach osiągnęła właśnie maksimum swoich możliwości” -> popłakałem się :D

  5. @Czarnoksiężnik-z-Angmaru: A niech mnie, mam dzisiaj sprany łeb po ostatnim dniu kontroli z PIP i nie napisałem wcześniej najważniejszego:

    Bardzo dziękuję :-D.

  6. Fotki na tle ściany już Ci wysłałem mailem.

    A gdyby Veryhappynecessary zobaczyła Twój taniec Czarnoksiężnika z Angmaru na żywo, a nie tylko w formie zdjęcia, myślę, że powiedziałaby wówczas przynajmniej: „Made my week”.

  7. Panie KonDradzie, wzbudził Pan mój niewysłowiony żal, iż nie mogłam należeć do tego zacnego grona i oglądać „Tańca z Goblinami” na żywo, czy też „Tańca z Wojciechami”. Pozostanę w takim razie w świecie mej bogatej wyobraźni i będę czekać na więcej wspominek z czarnoksięskiej przeszłości!

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s