Kiedy pierwszy raz zobaczyłem thumbnaila Hardcore Henry, pomyślałem sobie – o, to pewnie jakiś nowy FPS z naciskiem na gun-fu i epickie strzelaniny, który i tak nie ruszy na moim komputerze, więc szybko zapomniałem o sprawie. Na HH trafiłem jednak ponownie po kilku tygodniach, lądując tam po przekierowaniu ze strony Wiki o kamerach GoPro (zbieżność z GO!KSR totalnie przypadkowa, zresztą oni wymyślili to pierwsi), którą chciałem sobie sprawić, żeby rejestrować co ciekawsze widokowo trasy. Anyways, jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że HH nie jest grą komputerową a rosyjskim filmem akcji. Jeszcze bardziej zdziwiony zrobiłem się jednak w momencie, kiedy okazało się, że HH ma w sobie znacznie więcej z gry video niż mogłoby się początkowo wydawać.

Kilka elementów jest oczywistych jak to, że Witkacy miał rację przewidując nieuniknioną degenerację Istnienia Poszczególnego. Film wygląda zupełnie jak jakiś nowoczesny FPS a wzorem z Half-Life nie ma tu miejsca na nieinteraktywne przerywniki a całą, nieprawdopodobnie kolorową i żywiołową akcję widać z oczu głównego bohatera. Ta zresztą zmienia się niczym w kalejdoskopie: z samolotu-bazy przenosi się na ulice rosyjskiej metropolii, stamtąd motocyklem po szosie na wieś, by wreszcie trafić do podziemnego laboratorium.

Protagonista biega, skacze oraz przerabia na trupy niezliczone zastępy podobnie wyglądających wrogów, co jakiś czas tocząc walkę z wyposażonym w niezwykłe moce lub sprzęt bossem. Między jedną a drugą wymianą ognia, pięści i nabojów nasz balszyj gieroj zbiera różne power-upy: broń pozostawioną przez zlikwidowanych przeciwników jak i artefakty dające mu zasadniczego boosta do niektórych charakterystyk. Cały film natomiast można by podzielić na pomniejsze sekcje, w których tytułowy Henry wykonuje różne questy, zlecane mu w formie, która przywodzi na myśl kolejne odsłony serii GTA.

A miejscami nawet Call of Duty lub Medal of Honor tudzież Brothers in Arms.

Wskazane powyżej elementy są oczywiste i zresztą odnoszę wrażenie, że nie są one wcale specyficzne dla HH, bo coraz więcej produkcji kinowych przypomina mi gry video i vice versa. W HH dostrzegłem jednak kilka mniej eksplicytnych wątków, które znajduję wybitnie zainspirowane grami video. I tu szybki disclaimer: zdaję sobie oczywiście doskonale sprawę z tego, że część z tych tematów po raz pierwszy zamanifestowała się w mediach innych niż gry video, dlatego czym prędzej zaznaczam, że poniższy opis ma charakter do cna subiektywny a ja, stosując się do uświęconego tradycją protokołu, skupię się na trzech takich elementach.

Raz, dwa, trzy – umrzesz ty. Albo nawet: cziki-briki i w damku.

Po pierwsze, Henry elegancko wpisuje się w schemat milczącego protagonisty. W ciągu całego filmu nie wypowiada w zasadzie ani jednego słowa a ze swoim otoczeniem komunikuje się za pomocą prostych i względnie uniwersalnych gestów takich jak kiwanie i kręcenia głową oraz prawy prosty i lewy sierp. Jego milczenie sięga jednak dalej: Henry, podobnie zresztą jak i telewidz, nie wie o sobie zupełnie nic. Nie pamięta, skąd się wziął, czemu cała masa ludzi chce go zabić ani tego, kim do diabła jest ta blondyna i czemu jest taka miła.

Krótko mówiąc Henry jest doskonałym ekranem projekcyjnym i jako taki może zostać wypełniony w zasadzie dowolną treścią na drodze personifikacji oraz imersji widza. Milczący protagonista to jak się nietrudno domyślić kontrowersyjna idea – ja jednak należę do jej zdecydowanych adherentów, więc podczas filmu bawiłem się identyfikowało mi się wyśmienicie – prawie jak w grze.

Jeden z tych niewielu momentów w grze prowokujących akt samoświadomości.

Po drugie, film rozpoczyna się od klasycznej sceny z łatwością wpasowującej się w schemat kilku-pajaców-prześladuje-szkolnego-nerda. Dojmujące wrażenia wiktymizacji potęguje fakt, że ta scena, jakkolwiek oszczędna w przekazie, jest widziana z oczu samej ofiary. Kiedy w kilka chwil później okazuje się, że głównym bohaterem jest Henry, nie sposób nie ulec wrażeniu, że ta trauma z dzieciństwa musiała być jego udziałem. A kiedy w następne kilkanaście minut później zapgrejdowany Henry spuszcza lanie paru lokalnym gopnikom dzika satysfakcja po prostu wylewa się uszami.

Prześladowców zawsze jest więcej – dokładnie tak samo jak więcej jest wrogów do wytłuczenia, dzięki czemu łatwiej przeżyć katharsis.

Jeśli więc pozwolić sobie na pewne uproszczenie rzeczywistości i przypucować do tego stereotypowego przekonania, że najlepsze gry video i horrory robią ludzie, którzy sami doświadczyli tego typu prześladowania w dzieciństwie – oraz przyjąć, że gry video są szczególnie popularne wśród tych ludzi, którzy tam widzą szansę na odreagowanie doświadczonej agresji, to na całą resztę HH można spojrzeć jako na wyjątkowo widowiskowe doświadczenie oczyszczenia. Prawie jak w grze.

Jimmy-punk pokazuje, że choć no future, to frajda jest.

Po trzecie wreszcie, w filmie oczywiście musiała pojawić się postać, która nieprzerwanie a skutecznie rozładowywała napięcie po szczególnie trzymających w napięciu momentach filmu – mowa oczywiście o pojawiającym się w różnych imażach, ąturażach i apanażach Jimmy’im (Sharlto Copley!) film bardzo łatwo dać się zwieść względnie płytkiej komiczności jego zachowań – do momentu, w którym wyjaśnia się, że za tą fasadą kryje się znacznie bardziej złożona historia.

Bodaj najbardziej groovy odsłona Jimmy’iego.

Jimmy bowiem jest naukowcem, który w pewnym momencie swojej umiarkowanie legalnej kariery ulega poważnemu wypadkowi. Choć sparaliżowany i przykuty do wózka inwalidzkiego, nie rezygnuje jednak z tych wszystkich żyć, które mógł przeżyć – a robi to w ten sposób, że klonuje siebie i wypuszcza w świat wszystkie warianty Jimmy’iego, którym mógł się stać: Jimmy-gangster, Jimmy-hipis, Jimmy-punk, Jimmy-nerd, Jimmy-pułkownik Armii Brytyjskiej, itd. Zdecydowana większość z nich ginie w bardzo brutalnych okolicznościach, ale na miejsce każdego Jimmy’iego-zmarłego pojawia się następny Jimmy-żywy. Gdy tylko ten wątek w filmie się wyjaśnił, mi od raz przypomniał się ten mem.

I tym optymistycznym akcentem oraz mimo zespojlerowania akcji…

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Hardcore Henry czyli cienka granica między grą a filmem (spoiler alert!)

  1. ” Po drugie, film rozpoczyna się od klasycznej sceny z łatwością wpasowującej się w schemat kilku-pajaców-prześladuje-szkolnego-nerda” – już wiem, co Cię tak ujęło w HH :D

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s