Gry z lat ’90 są super. Filmy z lat ’90 również dają radę. A co jeśli film z lat ’90 jest o grze z lat ’90? I jeśli do tego ta gra to Double Dragon? I gdy podmiot poznający to zdeklarowany fan serii? No, cóż…

Klimat trochę jak z Mortal Kombat, głównie za sprawą basenu z kwasem i zamaskowanych fajterów.

Double Dragon widziałem po raz pierwszy natychmiast po jego amerykańskiej premierze latem ’94 w pewnym miasteczku na Dolnym Śląsku będąc na ogromnej fali samej gry – a zwłaszcza drugiej jej części w wersji na NESa i automaty. Plakat reklamujący film zobaczyłem zupełnie przypadkiem i tak się napaliłem, że jeszcze tego samego popołudnia znalazłem się w kinie z wypiekami na twarzy i wielkimi nadziejami. Półtorej godziny później wyszedłem w pełni usatysfakcjonowany, choć produkcja nie przejęła mnie aż tak bardzo jak sama gra.

Czasy, w których mistrzowie sztuk walk nosili (będą nosić?) mitenki z kryształkami od Svarovsky’ego.

Najlepszym dowodem na niewielką siłę oddziaływania tego filmu jest chyba fakt, że zwyczajnie o nim nie myślałem. Dopiero stosunkowo niedawno, a długim ciągiem skojarzeń, przypomniałem sobie, że DD w ogóle widziałem i tak z ciekawości wbiłem na IMDB, by go tak pokrótce sprawdzić. Zdaję sobie sprawę, że w latach ’90 filmy powstałe w oparciu o scenariusze gier video były bardzo różne, ale kiedy zobaczyłem, że DD ma ledwo 3,6/10 a użytkownicy nie zostawili na nim nawet suchej nitki, byłem bardzo zaskoczony. Nie chciało mi się bowiem wierzyć, żeby film był aż tak zły i w związku z tym udałem się do wirtualnego kina i go jeszcze raz obejrzałem.

Dragomobil braci Lee – wygląda jak wzorowany na tym z Ghostbusters.

Jak więc oglądało mi się DD ponad 20 lat później? Otóż ku mojemu zaskoczeniu bawiłem się co najmniej sto razy lepiej niż owego pamiętnego lata ’94, przede wszystkim dlatego, że tym razem byłem w stanie wyłapać znacznie więcej oczek puszczonych w stronę widzów kumających klimaty gry. Zaraz po projekcji siadłem z powrotem do klawiatury i zacząłem sobie spisywać wszystkie te smaczki, które zauważyłem: stylówa Jimmy’iego i Billy’ego przez większość czasu odpowiada grze: jeden się nosi w ciepłych a drugi w zimnych kolorach.

A co ważniejsze – tendencja utrzymuje się przez cały film…

…aż do stylistycznej kulminacji w ostatnich minutach filmu.

Za to charakterem zupełnie odstają od tego, czego się spodziewałem. Billy Lee, niebieski, to ten młodszy i gniewniejszy.

W grach możliwe były różne formy współpracy, m.in. wspólny kopniak obrotowy, który polegał na tym, że bracia na moment zamieniali się w helikopter rozkopujący wszystko i wszystkich dookoła. W filmie beztroskiego fruwania nie ma, ale braterskie kooperatywne kopy dają radę.

W takich właśnie kostiumach chodziło się na treningi wschodnich sztuk walk w pierwszej połowie lat ’90.

Zresztą, nie tylko bracia Lee pojawiają się w filmie. Bodaj najbardziej charakterystycznym antagonistą znanym z serii jest Abobo. Tutaj z obowiązkowym irokezem i przyciężkawym humorem.

A wielu tych rzeczy dowiadujemy się z komputera zainstalowanego na pokładzie dragomobilu braci Lee. Btw. zastanawiam się, czy Seagalian to zamierzony żart…

Przeciwnicy naszych gierojów rekrutowali się chyba ze wszystkich możliwych grup społecznych, demograficznych, narodowych oraz subkulturowych. Jako że akcja DD nie wychodzi poza Nowe Los Angeles, trudno byłoby tam co prawda oczekiwać egipskich mumii znanych z trzeciej części gry. Niemniej jednak barwność przedstawicieli poszczególnych gangów znakomicie oddaje klimat ulicznych bojów.

Taki Fallout przed Falloutem.

W poszczególnych częściach DD przewijał się motyw konieczności pojedynku między braćmi Lee. A to pojawiał się sobowtór, a to brata coś opętało, a to pożarli się o uniwersalia. W filmie jedna z finalnych scen to właśnie taka rodzinna konfrontacja. Mnie ta scena ujęła mocno za serce z jeszcze jednego powodu – i aż wierzyć mi się nie chce, że wtedy, za pierwszym razem nie zwróciłem na to uwagi!

Jeśli ktoś jednak postawi tezę, że jest to film, który zrozumieją tylko gracze, to ja zdecydowanie zaoponuję. Oprócz tych elementów, których odnalezienie sprawi radość chyba każdemu fanowi gry, film zawiera całą masę bardzo sympatycznych detali. Po ponad 20 latach szczerze urzeka mnie więc jego estetyka będąca apoteozą pierwszej połowy lat ’90. Przyduże ciuchy, fryzury na pazia i wszędobylski przepych jaskrawych kolorów – a do tego znakomita muzyka, od której flanelowe koszule z powrotem nabierają kolorów. Ta estetyka jest bodaj najwyraźniejsza w samych postaciach. Od głównego antagonisty…

…poprzez jego przyboczną gwardię…

Ej, tę w środku to już chyba gdzieś widziałem…

…aż po przypadkowego Pana Pogodynkę.

A trzeba pamiętać, że DD umieszcza to wszystko w przyszłości. Zabawne nie jest więc nawet to, że film pokazuje lata ’90, ale raczej to, że jego wizja roku 2007 to po prostu kopiuj-wklej z czasów wcześniejszych. Rok 2007 wyglądał inaczej niż w filmie, ale, i to mnie chyba najbardziej ucieszyło, nawet film nie przewidział tego, że w 2007 będą jeszcze bardziej zaawansowane technologicznie zabawki. No, właśnie – komputery. w filmie są one bardzo ciekawe, jak np. ten z ergo-klawiaturą, który pojawia się zaraz na samym początku.

Nawet układ klawiatury jest super-ergonomiczny. Pewnie dlatego z niego zrezygnowano.

Mamy tutaj też całą masę urządzeń, która odzwierciedlała ówczesne wyobrażenia o rzeczywistości wirtualnej. A ta wygląda całkiem nieźle zarówno od środka…

…jak i od zewnątrz.

Bluza XXXXXXXXL w zestawie z hełmem.

Do tego dochodzi cała masa gagów, które, jeśli je potraktować z odpowiednim dystansem, okazuje się być znakomitymi sucharami. Np. w trakcie pożaru teatru, będącego salą gimnastyczną braci Lee, jedna z czołowych antagonistek rzuca tekst, który jest zrozumiały dopiero w parze z jej spojrzeniem.

„Is it just me or is it hot in here?”

Albo ten, który przewija się przez cały film. Bracia Lee mianowicie sobie dogadują, który jest brzydszy. Na co Jimmy:

„You’re ug-Lee. I’m home-Lee.”

No i wreszcie sprawa w tego typu produkcjach najważniejsza, czyli choreografia walk. Żaden ze screenów, który zrzuciłem podczas projekcji nie oddaje należycie dynamiki układów, które, choć obiektywnie przeciętne, to mnie jednak trafiły. Od jutra bowiem wznawiam treningi.

I będę jak bracia Lee. Dwa w jednym.

Już nawet odpowiedni gamepad sobie przygotowałem…

Reklamy

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s