życietogra

Doom Cosplay czyli czemu wszyscy chcą być doomguy’em

Mam taką roboczą hipotezę badawczą, której na wszelki wypadek jeszcze nie upubliczniam, że istotą Dooma jako serii jest odegranie mitu soterycznego. Oto trzeba wcielić się w doomguya będącego z jednej strony anonimowym marine spośród ludu a z drugiej, co rozwija narracja w Doom 4, młodym a wściekłym bóstwem atmosferycznym, po czym dokonać ad infernum descendum, by tam wreszcie wygrać z Szatanem i jego piekielną armią zbawiając tym samym całą ludzkość. Brzmi znajomo?* Czytaj dalej

życietogra

Międzynarodowy Dzień Pokoju (21.IX) czyli jak radzić sobie z elektronicznie indukowanym gniewem

Granie w gry video czy obsługa sprzętu do grania w ogóle nierzadko wiąże się z przeżywaniem bardzo silnych emocji. I o ile jeszcze podczas gry z żywym przeciwnikiem części z tych emocji można dać jakiś społecznie akceptowalny upust, tegoż przeciwnika koleżeńsko besztając, to w przypadku rywalizacji z tzw. sztuczną inteligencją sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Dochodzi tutaj bowiem do swoistej dyfuzji odpowiedzialności i ostatecznie nie wiadomo, kto właśnie nas poniżył: programista, program czy interfejs. Skoro więc nie ma komu dać w ryj za naszą porażkę, to najczęściej bęcki dostaje sprzęt. Czytaj dalej

software

Warcraft II: The Dark Saga w trybie zręcznościowym

Dwie pierwsze części serii Warcraft nie potrzebują szczególnie rozbudowanego anonsu. To zaraz obok Dune 2 oraz Command & Conquer: Tiberian Dawn absolutne klasyki, które wyznaczyły podstawowe kierunki rozwoju gatunku RTS. I o ile jeszcze Warcraft 1 był raczej kontynuatorem tradycji (l. mn.) zapoczątkowanych przez Dune 2, tak już Warcraft 2 sam stał się nowym trendsetterem, rozszerzając zakres potyczek z lądu na morze i powietrze, dając możliwość edycji własnych map i scenariuszy czy wreszcie umożliwiając grę w trybie multiplayer równocześnie aż ośmiu uczestnikom. Czemu więc jednemu z szacownych ojców RTS przypisałem hasztaga arcade? Czytaj dalej

software

Dr. Jekyll and Mr. Hyde (NES) czyli całe szczęście, że R.L. Stevenson tego nie widzi

Historię opowiedzianą w gotyckiej powieści Dziwny przypadek doktora Jekylla i pana Hyde’a znają chyba wszyscy, nawet jeśli nie czytali samej książki. Ja sam dotarłem do niej dopiero po osiągnięciu pełnoletniości i w ramach poszerzonych poszukiwań źródeł popkulturowych motywów, na których sam się wychowałem. O nienaturalnej przypadłości doktora Jekylla słyszałem bowiem wielokrotnie wcześniej przy różnych okazjach a dwie utkwiły mi w głowie szczególnie. Pierwsza to totalnie psychodeliczna wariacja z królikiem Bugsem w roli głównej i tę wspominam zdecydowanie dobrze. Druga natomiast… Hmm… Czytaj dalej