Z trailerami gier jest przeważnie tak, że mają przede wszystkim skutecznie nakłonić do kupna danego tytułu. Oznacza to, że w ciągu mniej niż minuta trzydzieści trzeba zgromadzić wystarczająco wiele argumentów, które przemówią do potencjalnego gracza. W rezultacie więc każdy taki trailer stanowi sztukę samą w sobie a w dzisiejszym odcinku prezentuję trzy takie dziełka, które bardzo mnie przekonały w ciągu ostatnich kilku lat. Dla równowagi: jeden bardzo stary, jeden stary i jeden zupełnie współczesny.

Virtua Fighter 2 (Sega Saturn, 1996)

Ten trailer po raz pierwszy zobaczyłem jakoś przy okazji emisji programu Escape, czyli w czasach, gdy reklamy gier video w polskiej telewizji stanowiły zjawisko niezwykle rzadkie. Kiedy już jednak się pojawiały, były przeważnie pozbawione polotu. Z zajawką Virtua Fighter 2 było jednak zupełnie inaczej. Całość trwała tylko pół minuty a już pierwsze kilka sekund klipu było przekonujące w swojej dystopijno-cybernetyczno-ironicznej mieszance. Ba, sceny z samej gry zajmują mniej niż połowę całego czasu emisji, ale chyba właśnie ta oszczędność oraz staranność w doborze zarejestrowanych ciosów przełożyła się na siłę oddziaływania trailera. Wreszcie za ostateczny dowód mocy przekazu tego klipu niech posłuży fakt, że pamiętałem go bardzo wyraźnie nawet po dwudziestu latach.

Chili Con Carnage (PSP, 2007)

Całość zaczyna się jak jakiś bardzo stary film, którym podupadające biura podróży mogłyby kusić bogatych Amerykanów, by ci zdecydowali się pojechać na południe a tam zakosztować mieszanki burritos, tequili i lokalnej gościnności. A potem jest już tylko srożej. Klip zapewnia przegląd akrobacji w bullet time oraz co zabawniejszych ujęć z filmów-przerywników a całość okraszona jest składanką mocno energetyzujących kawałków autorstwa, a jakże!, meksykańskiej kapeli rockowej Molotov. Sama gra bardzo mi się podobała i z pewnością zagości na łamach GO!KSR – muszę jednak przyznać, że CCC, przy całej swojej miodności, nie jest tak fajny jak sam trailer. Co chyba tylko dobrze świadczy o trailerze. Pewnie nieco mniej dobrze świadczy to o samej grze, ale w końcu każdy kij ma dwie lufy. Albo jakoś tak.

Doom 4 (PC, 2016)

Ta lista po prostu nie mogła się skończyć inaczej. Podczas gdy pierwsza odsłona Dooma nie miała żadnej zajawki a trailery wszystkich następnych wydań na poszczególne konsole były, rzekłbym, umiarkowanie przebojowe, tak trailer Dooma 4 po prostu zrobił pandemoniczną jesień średniowiecza. Wszystko w tym klipie jest właściwe: dociążona niczym sztanga szatana przeróbka At Doom’s Gate, ikoniczna scena z okładki pierwszej części, moment przeładowania strzelby czy wreszcie otwierająca trailer sentencja you’ve returned będąca jak gdyby oczkiem puszczonym w stronę wszystkich graczy, którzy tylko czekali, by móc włożyć na siebie zielony kombinezon. Timing jest doskonały: klip trwa minutę, akcja się rozkręca a szczególnie drapieżne momenty są dla równowagi przeplecione sekwencjami w slo-mo. Na razie oglądam, ale gdybym tylko miał wystarczającą moc obliczeniową pod maską – grałbym.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Trzy najbardziej… trailery, cz. 1: przekonujące

  1. Mnie tak przekonały trailery do Bioshock: Infinite. Zaliczyłem później całą serię. Polecam.

  2. Ja zatrzymałem się na pierwszych kilkunastu minutach jedynki. Zrobiła na mnie duże wrażenie (niesamowita sceneria), ale ciągle czeka na ogranie :-)

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s