Jakkolwiek fraza „I’d like to kick some balls” wywołuje u mnie zupełnie dość szczególny kompleks skojarzeniowy, to jednak cały ten szum spowodowany wydarzeniami sportowymi ostatnich kilku tygodni sprawił, że przypomniały mi się mój bardzo krótki okres fascynacji piłką nożną. Było to bardzo dawno temu a zainteresowany byłem wirtualizacją zjawiska raczej niż popylaniem po murawie. Grałem wtedy dość intensywnie w kilka tytułów natomiast w pamięć wrył mi się chyba najbardziej prezentowany tutaj NKDBSH, przede wszystkim dlatego, że nie jest to taka zwykła piła. Ale po kolei.

Przede wszystkim chciałbym móc powiedzieć coś na temat backstory NKDBSH, ale niestety japońskiego uczyłem się zdecydowanie zbyt krótko. Natomiast ze znakomitych i humorystycznych animacji w intro i przerwach między poszczególnymi meczami byłem w stanie wywnioskować, że pewien młody dżentelmen montuje drużynę piłkarską, z którą startuje w zawodach rozgrywanych przez krwiożerczych uczniów japońskich liceów w piłkę nożną.

No, w pewnym sensie w piłkę nożną, ale nie do końca. Bo niby gała jest jedna a bramki są dwie i chodzi o to, żeby gałę umieścić w bramce, ale sposoby na doprowadzenie do tego stanu są daleko bardziej ekscytujące niż to, co można zaobserwować ostatnimi czasy w telewizorach, internetach, telebimach, wyświetlaczach smerfonów, gazetach, itd. I może litościwie pominę tego suchara o zaglądaniu do lodówki.

Kunio-kun to trzeci od prawej. Drugi od prawej to jakiś klon.

Ponieważ głównego bohatera znałem z innych produkcji na NESa, poszperałem chwilę w internetach i dowiedziałem się, że protagonistą NKDBSH jest Kunio-kun – taki człowiek-orkiestra znany z całej serii gier: w pierwszej odsłonie łazi po ulicach i naparza się na pięści z gangsterami, w drugiej jest kapitanem szkolnej drużyny grającej w dwa ognie, później startuje w nielegalnych turniejach walki wręcz aż wreszcie w NKDBSH próbuje sił w piłce kopanej. I jak się okazuje, w tej dyscyplinie bardzo przydają mu się umiejętności wyniesione z wcześniejszych odsłon.

Jak chociażby niniejszy kop z półobrotu. Do góry nogami. Dwa metry nad ziemią. To nic, że nie trafił w piłkę.

Gra ma znacznie bardziej indywidualny charakter niż typowe piły, ponieważ w trakcie meczu kontrolujemy tylko jedną, wybraną wcześniej postać. Możemy oczywiście współpracować z botami z naszej drużyny podając sobie nawzajem kulę tudzież ustalając przed meczem bardziej ogólną strategię, ale ostatecznie to boty decydują, co w danym momencie zrobią. No i jeśli przyjdzie nam ochota na gwiazdorzenie bez udziału innych graczy, to i tak nikt nam potem nie będzie wyrzucał solowych ekspedycji na wrażą bramkę. Boty się nie mszczą.

Wyraz twarzy nie pozostawia wątpliwości co do stanu ogólnoegzystencjalnego, w którym znalazł się ów zawodnik.

A propos mszczenia: NKDBSH ma dość szczególne rozumienie fauli. Bo zrobić krzywdę innym zawodnikom jest bardzo łatwo i nie trzeba liczyć się z żadnymi przykrymi konsekwencjami. Można im przywalić z wślizgu w kostkę, rąbnąć z główki w żołądek czy wreszcie osadzić trafienie piłką w twarz. Po każdej takiej akcji delikwent na kilka sekund wypada z gry i dzięki temu można przyjąć strategię totalnego poniżenia przeciwnika przez wytłuczenie wszystkich zawodników przed tryumfalnym wrąbaniem gola. Żadnego dramatyzowania, żadnych żółtych czy czerwonych kartek i żadnych przestojów – tylko realne faule.

Strzał ze szczupaczka. Bramkarz jeszcze nie wie, że będzie bolało.

Również kopanie wykracza daleko poza to, co można zaobserwować w telewizji. Przywalić można bowiem klasycznie, z buta – jest to jednak nieszczególnie oryginalne i w samej grze nie sprawdza się za bardzo. Tak kopnięta piłka leci powoli i nie stanowi żadnego zagrożenia dla wrogiej bramki. Zupełnie inaczej jest w przypadku strzałów specjalnych, kiedy w piłę przywali się z główki na szczupaka albo z przewrotki. Gała dostaje przyspieszenia i zmiata wszystko, co napotka na swojej drodze, łącznie z bramkarzem. Efektowność tej akcji jak i jej efektywność sprawia z kolei, że jest to podstawowa umiejętność do opanowania w NKDBSH.

Bramkarz właśnie skapitulował. Mina obrońcy – bezcenna.

Poszczególne drużyny składają się z uroczo przerysowanych typów społecznych i demograficznych. Czy to kujony, mnisi czy nastoletni gangsterzy-motocykliści, wszyscy są bardzo wyraziści i mocno zapadają w pamięć. Oprócz tego, że każda drużyna jest oryginalna pod względem stereotypu, jaki prezentuje, to w jej obrębie poszczególni zawodnicy mają różne a równocześnie bardzo wymowne facjaty. Jest to detal, ale dzięki temu nie mamy poczucia oglądania jednolitej masy gibających się bubków.

Z drugiej strony gra łamie pewne stereotypy. Jak się bowiem okazuje, to nie tylko Słowianie są w stanie wykonać elegancki przysiad.

Osobną sprawą jest tryb multiplayer. NKDBSH należy bowiem do tej stosunkowo niewielkiej grupy gier, która obsługuje NESowy rozdzielacz dla gamepadów i ostatecznie umożliwia rozgrywkę czterem graczom równocześnie. Grać można ze sobą w kooperatywce i razem przechodzić story-mode albo najzwyczajniej w świecie rozegrać mecz towarzyski. W tym drugim przypadku różnorodność drużyn oznacza nie tylko różne koafiury i kolory skarpet, ale także różne strzały specjalne, dzięki którym piłka zmienia się w kulę ognia, pocisk czy uniwersytecki biret.

Przerwa nie przerwa – kujony kują.

W rezultacie gra bardzo umiejętnie bawi się patosem spod znaku starego anime skierowanego do młodszych widzów Polonii 1, przekonanych, że takie elementy jak okazjonalny slo-mo, horyzont widziany na boisku czy wreszcie elipsoidalność gały spowodowana ponaddźwiękową prędkością jej przemieszczania się to stały element uganiania się za piłką. Tak też i tutaj mamy odpowiednią atmosferę mocno przerysowanej epickości.

No i wreszcie ta gra ma jedną podstawową zaletę i przewagę nad tzw. rzeczywistością. Kiedy bowiem w którymś momencie stwierdzamy, że naprawdę nie chcemy już mieć do czynienia z uganianiem się za wysoce przetworzonymi zwłokami jakiegoś biednego zwierzęcia, to po prostu wyłączamy konsolę lub emulator i zajmujemy się czymś innym. Żeby w realu tak się dało…

Kołczing lewel – master.
Reklamy

6 uwag do wpisu “Nekketsu Koukou Dodgeball Bu – Soccer Hen

  1. Eeee a miałem nadzieję, że Ty jeden się wyłamiesz i nie napiszesz nic o piłce nożnej. Przecież oc*pieć już można wszędzie tylko piłka i piłka -.-‚

  2. Chorera, faktycznie – trochę popłynąłem na fali popularności tego sportu ;-) Ale bez obaw, następny wpis o piłce nożnej będzie nie wcześniej niż za rok xD

  3. I tak Cie nie poznaję: Ty i piłka nożna w jakiejkolwiek formie, bitch pls?

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s