Wielkimi krokami zbliża się właśnie letnia sesja egzaminacyjna – czyli w moim osobistym odczuciu jedna z największych abominacji systemu szkolnictwa wyższego, o której nigdy mogłem myśleć w inny sposób jak tylko o konieczności pośpiesznego ułożenia wielkiego a chwiejnego stosu talerzy oraz doniesienia go i postawienia na biurku egzaminatora tak, by jak najmniejsza ilość fajansu uległa bezpowrotnej dezintegracji. A wszystko to tylko po to, by zaraz po otrzymaniu oceny do indeksu wykopnąć to wszystko w siną dal. Ponieważ jak na razie nie zanosi się na jakieś organizacyjne rewolucje w świecie uniwersyteckim z jednej strony a z drugiej daleki jestem od przekonania, że bycie ninja jest fajniejsze niż studiowanie, w dzisiejszym odcinku GO!KSR prezentuję grę, która łatwo i szybko pomaga poradzić sobie z sesyjnie indukowanym odruchem wymiotnym kosztem odrobiny prokrastynacji.

Jupi!

Mowa tutaj oczywiście o N: The Way of the Ninja, niezwykle popularnej grze dostosowanej do wielu platform sprzętowych. Grać więc można zarówno w oknie przeglądarki internetowej (i tej wersji dotyczy niniejszy opis) jak i na praktycznie dowolnym systemie operacyjnym czy wreszcie na popularnych konsolach stacjonarnych i przenośnych. Sama gra natomiast to zręcznościówka utrzymana w duchu oldskulowych produkcji. Cechuje (ładne słowo) ją więc schematyczna grafika, nieruchome i statyczne tło oraz bardzo proste reguły: uniknij kontaktu z przeciwnikami, pozbieraj złoto, kliknij przełącznik, wyjdź z etapu. Sterowanie odbywa się za pomocą czterech klawiszy odpowiedzialnych odpowiednio za ruch w lewo, w prawo, skok oraz samobójstwo. Tak nawiasem mówiąc, to chyba jedna z tych niewielu gier, gdzie tak poważną i brzemienną w skutkach decyzję można podjąć tak szybko i beztrosko.

Gdyby gra wyszła na GameBoya, pewnie byłaby wielkim jeszcze większym hitem.

W ogóle tzw. backstory jest całkiem zabawne i w sposób prawie niewymuszony łączy się z gameplayem. Tytułowa „droga ninja” zostaje przedstawiona jako zaawansowany system filozoficzno-etyczno-fizycznego treningu kładącego nacisk na regułę nieszkodzenia innym, pokojową tezauryzację waluty i nieinwazyjne zaliczanie kolejnych etapów. Nasz bohater z kolei okazuje się być nadczłowiekiem pod względem szybkości i zręczności, za co jednak musi zapłacić nieprawdopodobnie przyspieszonym metabolizmem, który skutkuje skróceniem naturalnego czasu życia do ok. 90 sekund. To się nazywa live fast & die young! Zresztą, humor Twórców jest bardzo subtelny i wyszukany a różne żartobliwe nawiązania są poukrywane w nazwach poszczególnych etapów.

No, z wyjątkiem tych sytuacji, gdy nawiązania i żarty wcale nie są ukryte.

Retro-stylizacja oprawy graficznej N w moim odczuciu minimalistycznego estety zasługuje na osobny paragraf, ponieważ stanowi doskonały przykład, w jaki sposób z prostoty zrobić dzieło sztuki, które przy okazji będzie jeszcze funkcjonalne. Kolorystyczne stonowanie scenografii sprawia, że w zasadzie od początku nie mamy żadnych wątpliwości, o co w grze chodzi: elementy nieruchome otoczenia są szare, pieniążki złote a miny krwistoczerwone. Brakuje jakichkolwiek ozdobników lub dystraktorów a na scenie znajdują się w zasadzie wyłącznie obiekty, które odgrywają jakąś rolę z punktu widzenia ukończenia danego etapu. Wszystko to stanowi ukłon w stronę Dawnych Czasów™, kiedy to i tak nie było innej opcji, niż pozostawić na ekranie wyłącznie to, co niezbędne, ponieważ ówczesny sprzęt i tak nie był w stanie udźwignąć nic więcej.

Za to etapów jest dzikie mnóstwo i są bardzo zróżnicowane pod względem topografii terenu.

Na tym uroczo prostym tle nieco odstaje postać naszego awatara. Ninja, jakkolwiek złożony z kilku raptem poligonów, ma mnóstwo klatek animacji i zaskakująco bogaty garnitur ruchów uzależniony od tego, w jakiej konfiguracji relacji z otoczeniem się w danym momencie znajduje. Sposób, w jaki biega, skacze czy zjeżdża po ścianach jest więc w rezultacie nie tylko satysfakcjonujący, ale również estetycznie zadowalający. Tutaj słowa uznania należą się za stworzenie bardzo przekonującego modelu fizycznego świata gry. Jakkolwiek bowiem sterowanie naszym bohaterem jest proste, to jednak trzeba wziąć pod uwagę znacznie więcej zmiennych niż mogłoby się początkowo wydawać. Zupełnie inaczej będzie bowiem wyglądać skok z miejsca, skok po rozpędzie, czy skok po odbiciu się od platformy. Wbrew pozorom więc, żeby opanować tę formę ninjutsu, trzeba poświęcić trochę czasu na obijanie się po szarych kazamatach.

W zasadzie jedyne, co mi trochę doskwierało podczas kontaktu z grą to dźwiękowe ubóstwo ograniczone wyłącznie do kliknięć, szurnięć i tąpnięć spowodowanych interakcją z wirtualnym światem. Ten brak wychwyciłem w ogóle dlatego, że mój pierwszy kontakt z serią N miał miejsce na platformie NDS, która oferowała bardzo przyjemną ścieżkę dźwiękową przywodzącą na myśl stare produkcje o Dalekim Wschodzie robione przez ludzi, którzy Daleki Wschód znali tylko z amerykańskich filmów. Z drugiej jednak strony dzięki temu nic nie stoi na przeszkodzie, by w tle puścić sobie jakiś odpowiednio klimatyczny OST i oddać beztroskiemu gromadzeniu złota na czas. A sesja nie zając, nie ucieknie.

I na koniec klasyczna alegoria na temat schyłkowej kondycji ludzkości na początku nowego milenium.
Advertisements

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s