Tydzień temu światło dzienne ujrzał Doom 4 i, na ile zdążyłem się zorientować w oparciu o materiały dostępne w internetach, podzielił już społeczność graczy dwie grupy. Ta pierwsza zachwyca się fascynującą historią, która finezyjnie splata wątki z wszystkich poprzednich części, dynamiczną rozgrywką polegającą na błyskawicznym i efektownym przemiale dziesiątek demonów i genialną a ciężką niczym grzech Onana ścieżką dźwiękową. Z kolei ta druga grupa (składająca się głównie ze mnie) na razie tylko narzeka, że jej sprzęt nijak nie udźwignie nowej odsłony przygód zielonego żołnierzyka a pociechy szuka w tzw. wydarzeniach towarzyszących.

Jednym z takich właśnie wydarzeń, jest premiera fanowskiego komiksu Doom: Bad Day – dosłownie na kilka godzin przed pojawieniem się D4 na półkach sklepowych. Autor, użytkownik ukrywający się pod ksywą Maku Zoku, którego internetowe resume zdradza bardzo duże zainteresowanie anatomią ludzkiej klatki piersiowej, zasługuje więc na słowa uznania chociażby za świetny timing. Że o dyskretnym przemycie wartości narodowych zamanifestowanych w kolorystyce nie wspomnę.

Od razu zaznaczam, że na komiksach znam się bardzo słabo a w zasadzie wcale. Kilka w życiu przeczytałem tudzież obejrzałem, jestem fanem Rosińskiego i Christy, ale chyba głównie dlatego, że to jedyni rysownicy, których kojarzę z nazwiska – i oprócz tego niewiele więcej jestem w stanie powiedzieć. Moje obcowanie z D:BD trwało więc bardzo krótko, niemniej jednak kilka rzeczy wpadło mi w trzecie oko. Po pierwsze więc, podoba mi się zabawa estetyką i dynamiką obrazu. Seria prostych, czarno-białych szkiców przeplatana jest niezwykle dopieszczonymi kolorystycznie (głównie odcieniami czerwonego) obrazów, dzięki czemu cały czas miałem wrażenie, że obcuję z filmem, w którym co jakiś czas uaktywnia się bullet-time.

Po drugie, Autor zrobił kilka nawiązań do folkloru narosłego w ciągu ostatniego roku wokół D4. Scena z hełmem była bodaj jednym z najbardziej charakterystycznych i najczęściej przywoływanych momentów w tych kilku trailerach D4, które pojawiły się przed 13. maja. Trudno się zresztą dziwić – hełmu doomguya nie sposób chyba pomylić z żadnym innym a sama scena jest niezwykle gęsta i przejmująca znaczeniowo. Oto ja, gracz, zakładam ten hełm i staję się przedwiecznym doomguyem, który wyrusza na bój ze swymi demonami. Czy może być coś bardziej epickiego? Zwłaszcza w kontekście historii opowiedzianej w D4, gdzie doomguy okazuje się być… Albo nie. To będzie tematem innego wpisu.

Niepokoju dodaje fakt, że jeden z impów próbuje zrobić naszemu herosowi introspekcję per rectum.

Po trzecie, Autor przekonująco zreinterpretował klasyczną już scenę z okładki i czołówki pierwszej części Dooma przedstawiającej naszego anonimowego marine ciasno osaczonego przez impy i baronów piekieł. Tak na marginesie, czasem zastanawiam się, czy Don Ivan Punchatz, grafik odpowiedzialny za opakowanie D1, w ogóle grał w tę grę – czy też udało mu się uchwycić tę nieprawdopodobną atmosferę piekielno-kosmicznego zaszczucia w klasycznym akcie PFG. Co w prostej linii prowadzi mnie do punktu czwartego.

Nuff said.

Skoro bowiem klimat każdej z odsłon Dooma jest tak, nomen-omen, potwornie przytłaczający, to po kiego (hehe) diabła ciągle i na nowo się na niego wystawiać? Mało tego: jak można się tym tak bardzo cieszyć, mimo że jest się ciągle narażonym na wcale-nie-taki-całkiem-wirtualny stres? Po dwudziestu latach grania w Dooma nadal nie umiem ostatecznie odpowiedzieć na te pytania – a gdy zobaczyłem powyższy obrazek, przekonałem się ostatecznie, że Autor komiksu zasługuje co najmniej na prezent w postaci elegancko opakowanej Megasphere. Postawionym pytaniem retorycznym trafił w sedno.

Co powiedziawszy, wznawiam akcję.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Doom: Bad Day

  1. „bardzo duże zainteresowanie anatomią ludzkiej klatki piersiowej” – chodziło Ci o cycki po prostu? xD

  2. No, trochę tak właśnie było :D Po prostu jakoś nie miałem żadnego eleganckiego eufemizmu pod ręką a „gruczoły mlekowe” brzmiały mi wciąż zbyt ordynarnie ;-)
    Komiks przeczytany? ;>

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s