Jak już wszyscy zapewne wiedzą (ponieważ trąbiłem o tym wielokrotnie na mediach społecznościowych i w tzw. realu), w najbliższą niedzielę biegnę mój pierwszy w życiu pełnowymiarowy maraton. Przygotowania długofalowe były, jak sama nazwa wskazuje, czasochłonne i w gruncie rzeczy nie stanowią jakiegoś szczególnie porywającego tematu literackiego. Ot, biegałem, rozciągałem dystans, łapałem kontuzje, obżerałem się, dziękuję za uwagę. Przygotowania krótkoterminowe natomiast, to zupełnie inna para kaloszy adidasów.

Jeśli wyjść z podstawowego przyjętego przeze mnie założenia, że życie to gra, to per extenso przebiegnięcie maratonu jest jedną z mini-gier oferowanych w całym objętym subskrypcją pakiecie. Wiem, że ludzie podchodzą podbiegają do tego zagadnienia w różny sposób: dla niektórych maraton jest po prostu kolejną wariacją na temat oldskulowych decathlonów, gdzie wystarczy szarpać dżojstikiem na prawo i lewo, podczas gdy dla drugich to coś w rodzaju sesji RPG, gdzie mierzą się z własnymi demotywanami (compositum „demony” i „demotywacja”). Dla mnie natomiast maraton to gra w konwencji wyścigówki a ściślej rzecz biorąc – car combat. Może nie w stylu bezlitosnej siekanki spod znaku Hi-Octane, BurnOut czy Deathtrack, ale coś tak pomiędzy starym dobrym Death Rally a serią Mario Kart. Z lekką domieszką dykcjonarza rodem z Diablo 1.

sklep

I żeby było jasne: nie mam tutaj na myśli tego, że w trakcie biegu lubię wyrzucać oponentom skórki bananowe pod nogi tudzież strzelać do nich z wyrzutni rakiet atomowych na podczerwień. W większości przypadków zresztą i tak okazuje się to niepotrzebne, ponieważ uczestnicy (łącznie z niżej podpisanym) sami potrafią sobie zadać wystarczająco dużo bólu i upokorzenia, efektownie zaliczając glebę, puszczając barwnego fraktala prosto w publiczność czy przenosząc się do wymiaru astralnego w wyniku hipoksji i hipertermii, zwalniając jednak w ten sposób nieco miejsca na podium. Chodzi mi raczej o to, że wiele w biegu zależy od tego, w co się wyposażymy tuż przed wjazdem na strefę startową. Ja zabieram ze sobą następujący sprzęt i artefakty.

Bojowe Opony Zbrojone Poliuretanem vel Zdefasonowane Ciżmy Niepochopnego Berserkera

Obuwie jest w takim stanie, że musiałem ocenzurować zdjęcie. Proszę wybaczyć nieudogodnienia.

Te buty przeszły przebiegły wiele. No, trochę przesadzam. Po prostu są już chyba na finale swojej fabrycznie gwarantowanej użyteczności a oferowana przez nie amortyzacja powoli zmienia swój status ontologiczny. Co prawda przedwczoraj kurier przyniósł pachnące jeszcze nowością firmowe pepegi, które aż się proszą o to, by rozdziewiczyć je dystansem maratońskim – występ odbędzie się jednak w tych starych, ponieważ dają one:
– 15 punktów do szyku i elegancji;
+ 5% szans, że inni biegacze będą ustępować miejsca na trasie w błędnym przekonaniu, że mam znacznie większy staż;
modyfikator: punkty doświadczenia zdobywane w trakcie użytkowania artefaktu ulegają multiplifikacji *1,5.

Dwa syntetyczne kanistry Izoeliksiru Mocy Rączego Ogiera

Kilka godzin rytmicznego gibania się i posapywania potrafi sprawić, by wewnętrzna warstwa układu pokarmowego zamieniła się w Pustynię Judzką, poprzecinaną karawanami wędrownych plemion. Niniejszy specyfik ułatwia zainicjowanie biogenezy na rzeczonym obszarze i pozostawia po sobie przyjemny posmak przywodzący na myśl coś pomiędzy cytrusowymi galaretkami w czekoladzie a tymi lepszymi płynami do mycia naczyń. Oprócz tego każde 250 gr Izoeliksiru powoduje:
+ 1k6 * 0,5 m zasięgu do plucia;
+ 25 min. opóźnienia nadejścia weltschmerzu (ale bez obaw, i tak przyjdzie);
+ 5% szans na przeżycie głęboko mistycznego doświadczenie fekalnej eksplozji.

Zestaw wkładek energetycznych do akumulatorów vel Karbo-suchary Kalorycznej Euforii

Jak wiadomo, bez paliwa to nic daleko nie zajedzie, zwłaszcza jeśli chce się zajechać („zajechać się” to zwrot-klucz) dobrze. Z tego względu trzeba wyekwipować się w dodatkowe wkładki energetyczne, których pochłonięcie na trasie daje nam:
+ 1k10 * 10 dionizosów do szczęścia i euforii, efekt utrzymuje się przez 2k6 + 20 min.;
+ 2k10 * 5 macerewiczów do fotogeniczności;
+ 25% szans, że zostanie się sfotografowanym podczas konsumpcji (z tego też względu inkorporację oralną batonów trzeba sobie dobrze zaplanować).

Subdermalna iniekcja tkanki amortyzująco-odżywczej vel Łakocie Czyściutkiego Szczęścia

Paliwo paliwem, ale na długie podróże trzeba mieć też własną rezerwę energetyczną. Nie mówiąc już o tym, że regularne wstrząsy, którym poddawany jest nasz biocybernetyczny bolid, wymagają zabezpieczenia się w odpowiednio solidną warstwę łagodzącą. Dlatego już na tydzień przed maratonem zacząłem delikatne ładowanie węglowodanami z myślą o wytworzeniu lekkiej (z naciskiem na „lekkiej”) warstwy rzeczonego materiału.
+ 2k6 * 1% wyjściowej masy ciała do obciążenia stawów;
+ 25 boddhisatvów do dobrostanu ogólnoegzystencjalnego;
+ 1k10 makbetów do wyrzutów sumienia.

No, wszystko przygotowane, do startu zostało już tylko kilkadziesiąt godzin. Wracam do rozwijania tkanki amortyzacyjno-odżywczej.

PS Tak, pamiętam – dzisiaj jest premiera Dooma 4, z góry dziękuję za przypomnienia.

Advertisements

9 uwag do wpisu “Jak przygotować się do maratonu gamer-style?

  1. Łakocie Czyściutkiego Szczęścia powinieneś wystawić na aukcji charytatywnej. Będę pierwszym z licytujących :-).

  2. A jak ktoś uzna, że to aukcja dla zabawy, postraszy się go obliczem rozgniewanego pana widniejącego na syntetycznych kanistrach Izoeliksiru Mocy Rączego Ogiera. Rogaty nie będzie miał nic do roboty :-).

  3. KonDziu, obawiam się, że Łakoci Czyściutkiego Szczęścia zostało już naprawdę niewiele ;D A podejrzewam, że do niedzieli będzie ich jeszcze mniej.
    Poza tym potwierdzam, pan na kanistrach straszy ;)

  4. Wybacz że tak bez obciachy zapytam: czy planujesz się zes!rać na trasie? :D

  5. No, właśnie zamierzam tak sobie rozplanować tankowanie izoeliksirem, by uniknąć mistyki infernalnej ;D Przynajmniej na pierwszych 42 km, bo potem to już rybka ;-)

  6. Odpowiedź długa: ponieważ ten blog czytają również moi studenci (przynajmniej lubię tak czasem pomyśleć), więc może po prostu bardzo oględnie i eufemistycznie ujmę to w ten sposób: mieszanie ze sobą w biegu bananów, gorzkiej czekolady, batonów musli, napojów izotonicznych o różnym smaku oraz wody o nie do końca jasnej proweniencji ma katastrofalne skutki. Nie chcę być złośliwy, ale ktoś tu w jednym z wcześniejszych komentarzy coś wykrakał :P
    Odpowiedź krótka: no, ale szczęśliwie do mety dobiegłem :-)

  7. Oj cicho tam – przynajmniej zrobiłeś achievment unlocked :-D

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s