Nie minęło nawet pół roku, a tu znów trzeba wyjąć sobie wtyczkę USB z głowy i nie tylko przejść w tryb offline ale również uruchomić protokół świątecznej socjalizacji. Co zrobić, żeby i tym razem jakoś wytrzymać bez gamepada/joysticka/myszy w rękach? Grać nadal. Tyle że pod stołem.Kryteria wyboru adekwatnej aplikacji na tę okoliczność pozostały praktycznie takie same jak ostatnim razem. A zatem, pożądana gra:

  1. musi być łatwa do podstawowego rozkminienia ale trudna do mistrzowskiego opanowania,
  2. musi być prosta w obsłudze i wymagać nie więcej niż jednej ręki,
  3. musi cechować się przejrzystą grafiką umożliwiającą trzymanie urządzenia w pewnej odległości od patrzałek.

Kierując się powyższymi kryteriami z okazji nadchodzących świąt wybrałem japońską produkcję o dźwięcznym tytule Danmaku Death. Jak już sam tytuł wskazuje, DD stanowi reprezentanta szczególnej grupy shmup‚ów, tj. bullet hell, znanej również jako barrage albo manic shooters. Gatunek ten charakteryzuje nacisk położony na (1) walkę z bossami raczej niż z pomniejszymi przeciwnikami oraz (2) monstrualną do granic absurdu ilość pocisków, rakiet, bomb i innych laserów miotanych w stronę gracza.

Robienie zrzutów ekranu w DD okazało się prawdziwym wyzwaniem.

Ciekawe są również okoliczności powstania tego gatunku. Otóż bullet hell miał się pojawić jako odpowiedź na gwałtowny rozwój grafiki trójwymiarowej w grach video oraz jako próba tchnięcia nowego życia w gry 2D, co z kolei było możliwe dzięki mocy obliczeniowej urządzeń, które mogły wreszcie przetwarzać znacznie większą liczbę obiektów na ekranie. Jakiekolwiek by jednak nie były okoliczności wyjściowe, faktem pozostaje, że bullet hell cieszy się popularnością a internety pękają w szwach od filmów prezentujących totalnie übermenschowe umiejętności zawodowych graczy.

Świetlista postać Adama Kadmona. W czasie wolnym od pracy na drzwiach męskich toalet występuje w grach video.

DD elegancko więc wpisuje się w ten kojąco prosty schemat: żeby przejść do następnego etapu, wystarczy tylko utrzymać się przy życiu dłużej niż boss. A bossów mamy tutaj ogromny wybór. Każdy z nich oprócz unikalnego i nierzadko mocno jajcarskiego wyglądu cechuje się określonym garniturem behawioralnym, którego rozpracowanie to połowa sukcesu. Druga, ta cięższa połowa zależy oczywiście od małpiej zręczności w robieniu uników.

Tak, zgadza się. Niektórzy bossowie potrafią udowodnić, że karma jest plażą.

Obsługa gry jest zbawczo prosta. Wzorem innych produkcji tego typu, nasz awatar ma włączony tryb autofire, dzięki czemu można skoncentrować się wyłącznie na sterowaniu. Kierowanie odbywa się na drodze dotyku i przesuwania awatara w odpowiednie miejsce. I jakkolwiek cały ekran urządzenia służy za czujnik, to mamy również specjalnie wydzielony obszar na samym dole. I chwała za to deweloperom! W ten sposób można bowiem uniknąć bardzo przykrej i wcale nie tak rzadkiej sytuacji, w której nasza własna ręka zasłania nam akcję gry.

A teraz wyobraźcie tu sobie jeszcze własną dłoń.

Z przyjemnością odnotowuję też pole do manewru w zakresie kustomizacji naszego pojazdu. Do wyboru mamy kilka skórek, od różnych wariacji na temat maskotki Androida poprzez statki kosmiczne swoją budową nawiązujące do klasyków gatunku aż po rozkoszne reprezentantki kategorii cute’em up. Dla wygody możemy sobie również zażyczyć powiększenie lub pomniejszenie awatara. Żadne z wyżej wskazanych działań nie przekłada się jednak na właściwości ontologiczne – możemy więc spokojnie nurzać się w fenomenologii doświadczeń estetycznych bez obaw o ich pragmatyczne konsekwencje.

Tak swoją drogą: czy słowo „shinden” ma cokolwiek wspólnego ze śmiercią?

Deweloperzy bardzo dopracowali też opcje ustawień interfejsu. Dzięki temu możemy sobie dostosować wiele ważnych zmiennych takich jak czułość touchpada, przycisk odpowiedzialny za uruchomienie tarcz, czy wreszcie obecność lub nieobecność graficznych bajerów, czyt. dystraktorów. Ilość opcji jest ogromna, zważywszy na fakt, że jest to gra dostępna za darmo – i nawet nie tak bardzo zaśmiecona reklami, co stanowi jej kolejny plus.

Byłoby całkiem zabawnie, gdyby i te dystraktory również dało się wyłączyć.

Jeśli do tego wszystkiego dodać całkiem fajną muzykę (co prawda i tak ją wyłączymy przy świątecznym stole), to otrzymujemy aplikację, która przyczyni się do szybkiego i względnie nienaznaczonego syndromem odstawienia przebiegu świąt.

Czego sobie i Wam życzę.

Reklamy

10 uwag do wpisu “Danmaku Death, czyli jak przetrwać święta, cz. 2

  1. Jak dobrze, że święta spędzam sama i mogę grać na takim ekranie, na jakim będę miała ochotę, ahaha… Ale podziwiam Twoje zacięcie w próbach przetrwania świąt i to chyba co roku skuteczne… A „shinden”, jeśli nie mamy podanych kanji… może równie dobrze znaczyć „nowe pole ryżowe” :D

  2. To w takim razie obczaj sobie w tym temacie Gallshell 2: Bulletrain – nieprawdopodobna mieszanka estetyki Geigera, starego anime i 16 bitów, przy czym wymaga całego ekranu właśnie. Ale ten (nie)świąteczny klimat… :D
    „Nowe pole ryżowe” – czy to trochę jak Battle Arena Toshinden? To by robiło sens, bo pola ryżowe chyba nadają się jako areny :D

  3. O, dzięki, że mam co robić w ten piękny, szary dzień :D Zaraz będę obczajać (mam nadzieję, że muzyka fajna… bo muszę przyznać, że już kilka razy dzięki Twoim muzycznym zapodaniom tutaj zyskałam nowy, fajny budzik, ahaha…)
    Hm, może być jeszcze „pole przyłączone do świątyni”, tak czy siak, walczyć można przecież wszędzie :D (szczególnie w grach, co tam, że wody po kolana będzie w takim polu :D)
    (ps. shinden to może być też świątynia, święte miejsce :D)

  4. Muzyka musi być fajna, w końcu gra jest japońska a w życiu chyba jeszcze nie słyszałem japońskiej gry z nie-fajną muzyką. Zresztą, sprawdziłem przed chwilą na YT i mogę potwierdzić przypuszczenia. Zresztą, Galshell 2 dostanie wkrótce tutaj swój opis :]
    Git, „świątynia” pasuje do tamtego statku jak ulał :D

  5. Czy zajęcie miejsca przy stole i odpalenie pod nim gry pozwala Ci przejść w tryb „God Mode” lub przynajmniej na włączenie niewidzialności?

  6. Chorera, niestety nie. Jedyne, co można w ten sposób uzyskać to parę punktów życia (tzw. Megasphere), ale dobre i to :D
    A co, zamierzasz przetestować jutro u siebie? :D Daj znać koniecznie, jakie efekty zaobserwujesz ;)

  7. Tak, muzyka była fajna… ale mów, co chcesz, na razie moim faworytem muzycznym nadal pozostaje Crimsonland i Rise of the Triad <3
    Czekam na opis Galshell 2 z niecierpliwością!

  8. Tak! Czekam na to z niecierpliwością, oby się pojawiło! :D

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s