Top Secret to pierwszy periodyk o grach video, który czytałem systematycznie i jeden z dwóch (obok równie przebojowego Secret Service), z którymi zżyłem się szczególnie mocno. Szacuję, że czasy świetności TS przypadły mniej więcej na lata  ’92-’96, kiedy to opisy gier w każdym z numerów stanowiły chyba tylko pretekst dla nieprawdopodobnie zakręconych tekstów relacjonujących niemniej zwariowane przygody (około)growe Redakcji. TS odcisnął więc na mnie tak wielkie piętno, że kiedy dziesięć lat po pierwszym kontakcie z czasopismem (a dobre kilka po ich upadku) przyjechałem na studia do Krakowa i wszędzie na murach widziałem wysprejowane TS, to w mojej głowie aktywowała się asocjacja zupełnie inna od tej zamierzonej przez autora graffiti.

W dzisiejszym odcinku zerkniemy, co takiego oferowali nam chłopcy ze Wspólnej 61 w pierwszym numerze wydanym w roku…, w roku… No, cóż. Obejrzałem cały numer bardzo dokładnie i nigdzie nie znalazłem daty wydania. Przyjmijmy więc zapewnienia Wiki za dobrą monetę i uznajmy, że faktycznie był to rok 1990 a Redakcja sformułowała wtedy swój ambitny manifest.

Borze, kto dziś jeszcze mówi „smuty”?..

I trzeba przyznać, że z tej obietnicy TS wywiązywał się zawsze. Było to bowiem absolutnie bezcenne źródło informacji wszelakich. W pierwszym numerze podstawową treść stanowiły względnie krótkie zajawki różnych gier. I choć konkretnych informacji było tam tyle co kot napłakał, to jednak sam fakt wskazania określonego tytułu bywał przydatny. No i te ozdobniki graficzne, które zajmowały więcej miejsca niż same artykuły lub zrzuty ekranu.

Dopiero w następnych numerach proporcje uległy odwróceniu i to tekst wysunął się na plan pierwszy. Ale był to tekst, w którym każde słowo było więcej warte niż tysiąc obrazów!

A jak w ogóle się wtedy robiło zrzuty ekranu? Tradycyjnie, analogowym aparatem fotograficznym! Metoda jak widać dobra i sprawdzona, bo wykorzystywana i współcześnie w sytuacji, gdy nie ma się jak włamać na określoną platformę. Trochę co prawda było widać pikselozę oraz krzywizny monitora. A w tym konkretnym przypadku: wydany w pierwszej połowie lat ’80 Bruce Lee. Nic dziwnego, że trafił do kategorii „z dawnych lat”.

I te wszędobylskie pro-ciekawostki.

Wśród opisów trafiło się też kilka szczegółowych map, tak bardzo przydatnych w grach, gdzie trzeba było się zmierzyć z architektoniczną i dizajnerską wyobraźnią deweloperów. Legenda głosi, że któreś z czasopism opublikowało nawet kompletny zestaw planów podziemi w Montezuma’s Revenge, ale ja sam tego nie widziałem na oczy. A szkoda, bo z Montezuma’s Revenge borykałem się dość długo i w końcu odpuściłem.

Szczegółowy opis zręcznościowo-przygodowej The Last Ninja, który znałem chyba na pamięć.

Jedna z rubryk, która w TS była od początku po ostatni numer, to Tips & Tricks. Można w niej było znaleźć różne przydatne rzeczy, z reguły będące nie do końca uczciwymi sztuczkami prowadzącymi do sukcesu: hasła na nieśmiertelność i dodatkowe życia, mini poradniki taktyczne wykorzystujące bugi czy wreszcie różnego rodzaju easter eggs.

Exif_JPEG_420

Tips & Tricks wielu graczom, łącznie z niżej podpisanym, systematycznie ratowało dżojstiki i klawiatury przed totalnym zniszczeniem. Jednak i tutaj zdarzały się kwiatuszki jak ten poniżej w rodzaju gwiezdnej farsy.

Słowo „żyć” nieprzerwanie mnie śmieszy, bo brzmi tak samo jak „rzyć”. A że w dyskursie o grach video pojawia się ono nagminnie („żyć” a nie „rzyć”), to wyjaśnia, dlaczego gracze to tacy weseli ludzie.

TS miał również ogromne znaczenie społeczne, bo komu się wtedy w ogóle śnił internet i serwisy społecznościowe? Praktycznie jedyną formą kontaktu były telefony i listy. To właśnie czasopisma jak TS ułatwiały kontakt między użytkownikami – zwłaszcza tymi mieszkającymi z dala od centrów miejskich. Swoją drogą, dzisiaj chyba nikomu by nie przyszło do głowy, żeby tak łatwo i publicznie udostępniać adresy swojego miejsca zamieszkania. Trochę korci mnie więc, żeby wylosować któryś adres i napisać z pytaniem, czy udało się znaleźć to, czego się tak zapamiętale szukało przed laty.

Łatwo się wzruszyć widząc tak przekręcone tytuły jak Jeck Bock Jack czy Himera – wynikające najprawdopodobniej z niemożności odczytania długopisowych bazgrołów na pirackich taśmach i dyskietkach z grami.

No i wreszcie lista przebojów, która funkcjonowała w TS bardzo długo. Rubryka z czasem dostała nazwę hity i shity a ja sam bardzo długo zastanawiałem się, czym u licha są te shity?! O, ja niewinny – musiało upłynąć jeszcze trochę wody w Wiśle, zanim mój angielski rozwinął się na tyle, bym mógł pojąć znaczenie tego terminu.

Przy okazji wyjaśniło się też, czemu tak bardzo cenię Tetrisa – jako dziecko mojej epoki nie miałem chyba innego wyjścia.

A na koniec TS 1 – chyba kwintesencja nonszalancji w szafowaniu przestrzenią drukarską. Mam jeszcze kilka innych wczesnych numerów TS, ale w żadnym chyba nie zaszaleli do tego stopnia. Chociaż…

Exif_JPEG_420
Blake i KonDrad – czy ów jegomość kogoś Wam nie przypomina z twarzy?

PS Niniejszy numer skołowali dla mnie owego pamiętnego lata ’91 Robert G. i Adam G. – jeśli jakimś cudem to czytacie: piona, Chłopaki i wielkie dzięki!

Reklamy

8 uwag do wpisu “Pierwszy numer kultowego Top Secret (październik 1990)

  1. Odpowiadam na pytanie spod zdjęcia: Jest to Blake w czasach sprzed brody a kobieta tylko udaje, że nie chce dostać się do jego rozporka.

  2. Kiedy wreszcie doczekam się tutaj Montezuma’s Revenge? XD

  3. Jak tylko przejdę Montezuma’s Revenge :D
    A na poważnie: będzie i to mam nadzieję niebawem, bo to jeden z hajlajtów mojego dzieciństwa.

  4. No koniecznie, koniecznie! Ciekaw jestem jak skomentujesz to ciągłe schodzenie wgłąb.

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s