Od pewnego czasu życie w Krakowie przypomina scenariusz jakiejś dystopijnej, postapokaliptycznej i mizantropicznej wizji świata. I nie mam tu na myśli tylko tego, że skóry nabijane ćwiekami znów są w modzie a barbarzyństwo intelektualne się szerzy i dłuży a raczej to, że krakowskie powietrze najzwyczajniej w świecie śmierdzi. I do czasu aż organizm miejski podejmie jakieś bardziej zdecydowane działania w zakresie swojej higieny osobistej, trzeba radzić sobie samemu. Co zatem robić?

Po pierwsze, potrzebny jest nam podręczny detektor stopnia zagrożenia dróg oddechowych. Ja sam korzystam z dwóch aplikacji. Pierwsza z nich to Jakość powietrza w Polsce sygnowana przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska. Aplikacja ma wszystkie niezbędne funkcje: współpracuje z GPS-em i na bieżąco uaktualnia dane w oparciu o informacje z całej sieci stacji pomiarowych w Polsce a w razie bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia stężeniem industrialnych wyziewów w powietrzu wysyła push-powiadymkę. Mam głęboką nadzieję, że następne wersje będą się wieszać nieco rzadziej niż ta obecna, bo program jest naprawdę fajny.

Screenshot-2016-02-21_03.31.46

Przede wszystkim jednak Jakość… jest dość skomplikowana i uruchamiam ją w zasadzie tylko od święta a na co dzień korzystam ze znacznie prostszej aplikacji Air quality Lesser Poland, która ogranicza się wyłącznie do Małopolski. Air quality… ma dwie podstawowe zalety, które mnie samego przekonały szczególnie. Po pierwsze, kopiącą ząbki czosnku ikonkę, która zaraz po umieszczeniu na pulpicie telefonu daje +10 do nerd badassery. Po drugie natomiast, aplikacja oferuje bardzo wygodny widget, który pozwala na bieżąco śledzić odczyty z wybranej stacji pomiarowej, dzięki czemu już jedno zerknięcie na wyświetlacz pozwala zorientować się w sytuacji i podjąć odpowiednie działania zaradcze.

Screenshot-2016-02-21_03.31.16

Po drugie, odczyty odczytami, ale pochodzą one z kilku stacji tylko i niekoniecznie adekwatnie odzwierciedlają faktyczną sytuację w innych zakamarkach Krakowa. Od tego mamy natomiast na bieżąco aktualizowaną Mapę Dymienia administrowaną przez Krakowski Alarm Smogowy. Dane są uzupełniane w oparciu m.in. o donosy życzliwych mieszkańców i pozwalają dość szybko zorientować się, którędy wytyczyć trasę spacerowo-marszowo-biegową w taki sposób, by nie zafarbować sobie dróg oddechowych na kobaltową czerń. Mapa jest wciąż daleka od kompletności i funkcjonuje wyłącznie w wersji desktop – kibicuję jednak przedsięwzięciu i czekam na wersję mobilną zintegrowaną z obsługą aparatu fotograficznego i punktami bonusowymi za regularne kablowanie.

Screenshot-2016-02-21_14.30.30

Po trzecie wreszcie, potrzebna jest maska. Można co prawda pójść na żywioł i owinąć nasz zacny celenteron arafatką, bandaną lub regionalną chustą, ale trzeba się liczyć z tym, że przy choć trochę wzmożonym wysiłku, zamienią się one zaraz w mokrą ścierkę do podłogi. Z tego też względu ja sam korzystam ze specjalnych masek przeciwpyłowych. Pierwsza to stary model M1, przygotowany przede wszystkim z myślą o aktywnościach niewymagających przyspieszonego oddechu takich jak np. wożenie się quadem po lesie. Maska sprawdza się zatem podczas leniwego przemieszczania z punkt A do punktu B i rzeczywiście skutecznie filtruje wdychane powietrze dodając nam w ten sposób co najmniej kilka punktów zadowolenia z życia i co najmniej kilkanaście do futurystycznego imażu.

Miś Przekliniak chwilę ponosił M1, ale stwierdził, że ch*jowo w pi*du i on to pier*oli, ponieważ ma ciekawsze zajęcia niż, cytuję, jakieś tam ku*wa bieganie w zje*anym przysiadzie z tym g*wnem na r*ju.

Zasadniczą wadą M1 jest jednak to, że po około 20 minutach wzmożonej aktywności kardiowaskularnej (np. biegania) filtr i maska stają się zupełnie mokre i przestają przepuszczać cokolwiek oprócz pośpiesznej deklinacji niemieckiego rzeczownika die Kurve. Szczęśliwie do sprzedaży wprowadzono niedawno poprawiony model M2 cechujący się przede wszystkim znacznie lepszą oddychalnością. Cały zestaw również potrafi nieźle nasiąknąć, ale różnice w wydajności są praktycznie niezauważalne, przynajmniej przez pierwsze dwie godziny intensywnego użytkowania. Potem już i tak nie zwraca się uwagi na takie detale jak oddychanie, ponieważ strumień świadomości po brzegi wypełniają barwne ludowe określenia na proces reprodukcji ssaków.

Pewien problem w użytkowaniu M2 może jednak pojawić się, jeśli na twarzy coś hodujemy, np. macki Wielkiego Przedwiecznego. (Ewa B. – dzięki!)

No i na koniec obowiązkowy disclaimer: jestem angelologiem i demonologiem a nie fizjologiem czy meteorologiem a jakkolwiek swe oko i szkiełko kieruję ku przestrzeni powietrznej, to jednak w poszukiwaniu bytów innych niż pyłki, tlenki i inne benzeny. Tym samym wszystkie przedstawione wyżej spostrzeżenia mają charakter wybitnie amatorski a ja jestem wolny od wszelkiej odpowiedzialności za ewentualny uszczerbek na zdrowiu graczy testujących niniejszy zestaw na Alejach Trzech Wieszczy w piątkowe popołudnie.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Jak poradzić sobie ze smogiem gamer-style?

  1. Potwierdzam – Przekliniak rzeczywiście tak się wypowiedział w powyższym temacie. Nic nie zostało przekręcone, ani podkolorowane. Niestety :P

  2. Faktycznie, maska wygląda trochę jak jakieś finezyjne slipy, np. do pływania w radioaktywnych zbiornikach wodnych ;) W pozostałych kwestiach natomiast – badam dostępność :]

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s