życietogra

Amortyzatory przestrzeni dźwiękowej, cz. 1

Wczoraj właśnie skończyły się zajęcia dydaktyczne pierwszego semestru i rozpoczęła sesja egzaminacyjna, która cały świat uniwersytecki podzieliła na trzy obozy: (1) tych, którzy uczą się teraz umiarkowanie relewantnych treści do egzaminów; (2) tych, którzy nadganiają wieczne zaległości w pracy naukowej pisząc artykuły, recenzje i prezentacje; (3) doktorantów, którzy muszą robić jedno i drugie, godząc to z pracą zarobkową poza uczelnią. Wszystkich nas natomiast łączy to, że przez najbliższy miesiąc mnóstwo czasu spędzimy przed monitorami. A że jest zimno, ciemno i cicho, siedzimy w swoich klitkach z lekką niepewnością zerkając na stopniowo malejący wskaźnik punktów zdrowia psychicznego.

O tym, że przedłużająca się deprywacja sensoryczna tudzież społeczna może mieć katastrofalne skutki dla kondycji umysłowej, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Z drugiej strony sensowny progres nierzadko można zrobić tylko przez radykalne odcięcie się od różnorakich dystraktorów. Zachowanie równowagi między niedobodźcowaniem a przebodźcowaniem nie jest takie proste, ale pomóc w tym mogą elektroniczne symulatory dźwięków tzw. naturalnego świata. W skrócie polega to na tym, że robimy nasz mózg w balona, podsuwając mu dźwięki, których doświadczyłby w zgoła innych okolicznościach. Mózg natomiast, święcie przekonany o tym, że jego posiadacz znajduje się w jakimś miłym miejscu, pracuje odpowiednio wydajniej.

noisli

Wybór aplikacji umożliwiających ten trik jest dość szeroki, ja poprzestanę natomiast na trzech, z których sam korzystam najczęściej. I tak: Noisli to pierwszy program tego typu, na który trafiłem. Uruchamia się w przeglądarce i oferuje wszystko, co niezbędne do szczęścia: morza szum, ptaków śpiew, wściekły bulgot z ziemi trzew, jak mówią słowa piosenki. Interfejs jest prosty, przejrzysty i wygodny a poszczególne schematy dźwiękowe można ze sobą łączyć i odpowiednio dostosować ich głośność. Dzięki temu nic nie stoi na przeszkodzie, by miłą kawiarenkę umieścić sobie na molo, ognisko rozpalić nad szemrzącą rzeką a zepsuty telewizor postawić na leśnej polance.

soundrown

Bardzo podobny do Noisli jest Soundrown. Zasadnicza różnica polega jednak na tym, że Soundrown nie pozwala na miksowanie zestawów i jeśli już udamy się na plac zabaw, to na nic prośby i groźby – dzikiej dżungli sobie obok nie wyhodujemy. Zawsze jest to jednak dodatkowy pakiet schematów dźwiękowych do wyboru, co samo w sobie jest zaletą – po jakimś czasie bowiem nawet pętle kawiarnianych dyskusji stają się nieco zbyt rozpoznawalne i tracą w ten sposób na naturalności.

Soundrown ma jeszcze widoczki – szkoda, że nie są animowane.

Dobrą stroną wskazanych wyżej programów jest to, że przynajmniej teoretycznie zadziałają na każdej przeglądarce i każdym systemie operacyjnym. Zasadnicze wady są jednak dwie. Po pierwsze, bez dostępu do sieci się z nimi nie zrelaksujemy. Po drugie, jeśli tak jak niżej podpisany mamy limitowany transfer, to też się nie zrelaksujemy, bo będziemy myśleć o tych zestreamowanych megabajtach, które nam właśnie wyciekły z portfela. W tych okolicznościach możemy więc skorzystać z alternatyw działających w trybie offline.

Interfejs wręcz stworzony dla urządzeń wyposażonych w ekrany dotykowe.

Jedną z nich jest Elmnts – miniaturowa aplikacja uruchamiana w środowisku przeglądarki Chrome. Z nieznanych mi przyczyn Autor usunął Elmnts ze sklepu oraz ze swojej strony, co oznacza, że plik trzeba pobrać ręcznie stąd a następnie wykonać dwie czynności: (1) otworzyć w Chrome adres: chrome://extensions/, (2) przeciągnąć-i-upuścić w otwartym oknie plik elmnts.crx. Zainstalowany w ten sposób Elmnts będzie dostępny wśród innych programów, do których możemy dotrzeć przez Chrome App Launcher w Menu Start. Instalacja jest więc cokolwiek kanciasta, ale gdy już przez nią przebrniemy, naszym oczom ukaże się – podobnie jak w Noisli – raj minimalisty: aplikacja robi dokładnie to, co powinna w bardzo elegancki i przejrzysty sposób. A my możemy z powrotem zanurzyć się w świecie przypisów, cytatów, indeksów Hirscha i innych abominacji…

Advertisements

13 uwag do wpisu “Amortyzatory przestrzeni dźwiękowej, cz. 1

  1. No to ładnie… jestem w lesie.
    Nocą przy ognisku i nadciąga burza.
    :)

  2. otóż to… burza przeszła, teraz tylko noc i trzask ognia, lekki szmer ucichającego deszczu :)

  3. Ostrzegałeś! Hmm… ale naprawdę łatwiej Ci się skupić w „kawiarni”? :)

  4. Zależy od pory. Przez zdecydowaną większość dnia jest to kawiarnia albo plac zabaw. Gdy zaczynam rozpoznawać pętle, wchodzę do łodzi. Kiedy obserwuję pierwsze objawy choroby morskiej (co na pewno nie ma związku z moimi pasjonującymi lekturami ;P), wsiadam do pociągu a gdy ten mnie dostatecznie wytelepie, wysiadam na stacji „las”. Po północy natomiast przełączam się na mixtape’y otagowane jako #chillout, #psybient i #downtempo, ale o mixtape’ach będzie w którymś z następnych odcinków :)

  5. a Ty coś wgl robisz poza amortyzowaniem przestrzeni dźwiękowej? ;-)
    ahoj z mojej łajby, łowie właśnie ryby do śpiewu mew.

  6. Rozumiem… czyli monotonii nie lubisz. Czekam w takim razie na następny wpis, z pewnością fascynująca praca naukowa Cię do niego zmusi :>
    PS. Taki dobry ten program, że rano obudziła mnie prawdziwa burza z mocnym wiatrem, która nawet otworzyła mi okno.

  7. Oj tam, oj tam ^__^ Chodziło mi o to, czy Cię to nie rozprasza za bardzo. Las jest OK, ale np. w kawiarni bym nic konstruktywnego nie zrobił chyba…

  8. @sadnecessary: najwyraźniej masz jakąś limitowaną edycję PRO – uważaj więc, żeby z monitora nie zaczęli Ci wychodzić kawiarniani ludzie ;)
    @rysiekzklanu: no, właśnie dopóki żongluję schematami wszystko jest OK. Co mnie samego trochę zaskakuje, bo długo wydawało mi się, że szum konwersacji to ostatnia rzecz sprzyjająca skupieniu.

  9. Jeśli chodzi o dźwięki będące tłem do pracy od-twórczej (bo też pisuję artykuły itd.) to preferuję odgłosy lasów równikowych rejestrowane i produkowane przez Francisco Lopeza („La Selva”, „Hyper-Rainforest”). Doskonałe nagrania tego typu wydaje także wytwórnia Gruenrecorder (Rodolphe Alexis). Przyjemne wypełnienie przestrzeni plus odrobina niezbędnego eskapizmu. Najciekawsze, że sam prowadzę bloga poświęconego field recordingowi, a pierwszy wpis jaki przeczytałem na tym blogu dotyczy właśnie tego zjawiska. To chyba nazywa się zbiegiem okoliczności.

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s