Duke Nukem: Critical Mass na konsolę NDS zebrał tęgie baty za umiarkowanie przyjazny interfejs, drętwe strzelaniny i generalnie mało porywającą rozgrywkę. Muszę przyznać, że gdy po raz pierwszy trafiłem na te recenzje, ciężko mi było sobie wyobrazić, jak bardzo zła musiałaby być to gra, żeby Duke nie obronił się swoją charyzmatyczną osobowością. Wiedziony infernalną inklinacją, postanowiłem więc sprawdzić, o co tyle hałasu i czy rzeczywiście DN:CM jest aż tak słaby.

platformer
Pistolet obowiązkowo pod kolor włosów.

Wyrażę się krótko acz eufemistycznie: recenzje nie są dalekie od prawdy. Z drugiej strony, mimo że faktycznie nie jest to najfajniejsza odsłona przygód Duke’a, to ja sam bawiłem się wcale dobrze. Przede wszystkim spodobało mi się to, że DN:CM składa się z kilku mniejszych gier, z których jedna stosunkowo płynnie przechodzi w drugą. Przez zdecydowaną większość mamy do czynienia z typową oldskulową platformówką w 2.5 D, bo w końcu takie były Duke’a początki. Co jakiś czas znajdujemy się w miejscach, gdzie trzeci wymiar daje o sobie wyraźniej znać: a to trzeba wychylić się zza rogu by odstrzelić jakiejś świni kopyto…

wychył
Niby detal, ale daje mnóstwo satysfakcji – zwłaszcza, gdy wyjdzie.

…a to wdrapać na wieżę, by stamtąd zasiać ciche zniszczenie za pomocą karabinu snajperskiego. W tym drugim przypadku zmieniają się nam nieco kontrolki i możemy posłużyć się ekranem dotykowym, by precyzyjnie wycelować, wstrzymać oddech (tak, od tego jest osobny przycisk) i strzelić. W ogóle to przełączanie się między wzorami sterowania uważam za świetny pomysł, który bardzo sprzyja zanurzeniu się w świat gry poprzez obsługę różnych narzędzi.

Taś, taś, taś, świnko…
Oj, chyba będzie dziś karczek wieprzowy…

Jednym z takich narzędzi jest znany z wcześniejszych odsłon serii jet-pack wykorzystywany w sekwencjach shmup’owych rozgrywanych na dwóch ekranach NDSa. I o ile patent na wertykalne rozciągnięcie pola widzenia jest świetny, to niestety ta część DN:CM wypada najsłabiej, przede wszystkim ze względu na totalnie niewyważony stosunek obrażeń zadawanych przez podstawowe naboje do wytrzymałości przeciwników. Ustrzelenie pojedynczej świni zajmuje tyle, że już bardziej opłaca się podlecieć z bliska i dać jej w ryj – i ten akcent ratuje sytuację.

Szkoda, że tę część spartolono – tym bardziej, że na NDSa jest i tak niewiele shmupów.

No i wreszcie co jakiś czas trafiają się nam konfrontacje z bossami, które rozgrywane są w trybie TPS i jest to zdecydowanie trafiony pomysł. Areny są sensownie zaprojektowane i zapewniają wystarczającą ilość miejsca na dynamiczną wymianę ognia z Wielkimi, Dziwnymi Stworami z Kosmosu™. Jedynym bólem w karku jest trochę zaniedbany ekran dotykowy: aż się prosi o to, by celowanie zrobić analogicznie jak w NDSowych FPSach w oparciu o rysik – tymczasem jest ono trochę spaprane i już wygodniej mniej niewygodnie jest sterować lufą za pomocą ABXY.

tps
Ale nawet wtedy jest całkiem fajnie – to chyba zasługa tych legendarnych szelek z nabojami Duke’a.

Po tych paru godzinach łojenia w DN:CM mogę stwierdzić, co następuje. Po pierwsze, grafika jest co najmniej poprawna i absolutnie nie ma się czego wstydzić a muzyka to jak zwykle srogie pudel-metalowe zagrywki, od których włosy same się utleniają. Po drugie, zróżnicowanie zabawy wychodzi DN:CM tylko na dobre, bo w przeciwnym razie byłaby to tylko kolejna platformówka. Po trzecie wreszcie, to w końcu Duke Nukem – gość, który gdziekolwiek rzuci nasączonego testosteronem suchara, tam spotka się ze swoim kultem. Gdyby komuś przyszło do głowy zrobić grę pt. Duke Nukem’s Solitary to za samą obsadę byłby to hit.

Element absolutnie obowiązkowy – damsel in distress. Ta tutaj jest nawet fanką Duke’a, co widać po kolorystyce jej outfitu.

Tym bardziej więc nie rozumiem, co tak bardzo podniosło recenzentom ciśnienie i szanse na hemoroidy. Jedyne sensowne wytłumaczenie jakie w tym momencie posiadam, jest następujące i dające się streścić w kilku powiązanych ze sobą punktach. A zatem:

  1. Obcy istnieją faktycznie i mają w planach inwazję na ziemię dokładnie według planu zaprezentowanego w DN:CM.
  2. Duke pokazuje, że można sobie z nimi poradzić, jeśli tylko założyć na siebie zestaw dżinsy-czerwony podkoszulek-blond włosy, który z automatu daje +50 punktów do cechy total mayhem badassery.
  3. Właściwa inwazja musi być poprzedzona odpowiednią antypropagandą. Obcy więc brutalnie przejmują umysły internautów i publikują srogie kalumnie.

Jak to dobrze więc, że Obcy nie znają polskiego…

PS Dopiero w momencie publikowania zorientowałem się, że to 50 post na GO!KSR. Jeee…

PS2 A tydzień później (tj. 30.I) zorientowałem się, że z postem trzeba było zaczekać na 20-te urodziny Duke 3D. Jak zwykle – timing FTW…

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Duke Nukem: Critical Mass

  1. :-) jak to mówią kto pyta nie błądzi. Co to znaczy „infernalna inklinacja” oraz „eufemistycznie”

  2. Cieszę się, że zadałeś te pytania i odpowiadam:
    1) przez „infernalną inklinację” rozumiem „ciekawość” albo nawet „ciekawskość” a frazą posługuję się w oparciu o popularne powiedzenie, iż „ciekawość to pierwszy stopień do piekła”; w tym sensie ujawniają się moje piekielne ciągoty;
    2) „eufemistycznie” natomiast to przysłówek derywowany od rzeczownika „eufemizm”, który, według sjp.pl oznacza „wyraz, wyrażenie lub zwrot używany zamiast innego, którego chce się uniknąć ze względów obyczajowych, politycznych, religijnych itp.”; sjp zawiera kilka przykładów, ja pozwolę sobie skorzystać z zawartości Twojej wypowiedzi i wziąć słowo „pyta”, dla którego eufemizmem może być np. „lanca św. Jerzego” albo „pochodnia oświaty życia w rodzinie” :-)

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s