Agresywnie reklamowany w 2008 roku C.O.R.E. miał być odpowiednikiem Quake’a na konsolę Nintendo DS. Gra zapowiadała się naprawdę świetne a kolejne trailery podgrzewały tylko atmosferę, bo jasno z nich wynikało, że C.O.R.E. będzie mieć wszystko to, co powinno się znaleźć w dobrym FPSie: bogaty bestiariusz, zróżnicowane giwery i ciekawe miejscówki, w których można się poprztykać w trybie multiplayer.

Na tle wszystkich DSowych Cookin’ Mamas i innych pokemonów, C.O.R.E. zdecydowanie odstawał jako zaadresowany do trochę starszej publiczności.

Gdy jednak gra wreszcie trafiła na półki w 2009, okazało się, że ostateczny produkt mocno odstawał od tego, co obiecywano. Recenzje w internetach były co najwyżej umiarkowane a rozczarowani gracze użalali się m.in. na nierówny poziom trudności i brak trybu gry przez internet. Najgorsze jednak były drętwe strzelaniny w trybie dla jednego gracza: w większości przypadków polegały one na staniu naprzeciw siebie i strzelaniu do momentu, gdy (w wariancie optymistycznym – tylko) jednej ze stron skończą się punkty życia. Uniki, wychylanie się zza winkla i inne triki nie sprawdzały się zupełnie w mechanice C.O.R.E.

Rzadka okazja, by przyjrzeć się potworowi z bliska – przez większość czasu bowiem trzeba je likwidować z możliwe dużej odległości, by uniknąć strat własnych.

Krótko mówiąc, gra mogła być przebojem na miarę Metroid: Prime Hunters i brakowało jej naprawdę niewiele. Wystarczyło nie schrzanić tak bardzo elementu strzelaniny, uwzględnić tryb gry przez internet oraz dodać boty – te nawet nie musiałyby być szczególnie rozgarnięte. Czy jednak jest tak źle, jak twierdzi metacritic? Cóż: twierdzę, że nie i to z kilku powodów.

Etapy są nieźle zakręcone. Szkoda tylko, że czas ich wczytywania również…

Po pierwsze, gra ma klimat. Backstory jest co prawda standardowa: kosmiczna baza na jakiejś planecie, wojskowe eksperymenty wymykają się spod kontroli, na miejscu lądują marines, wszyscy giną, zostaje tylko protagonista. Oklepane niczym centrala perkusyjna garażowego zespołu deathmetalowego, ale ja to kupuję zawsze i w ciemno: od drugiej części Obcego, poprzez Quake 4 aż po Moon.

Jeśli za kryterium klasyfikacji uznać dostępność zasobów typu amunicja i zdrowie, to myślę, że C.O.R.E. spokojnie łapie się jako survival horror. Sytuacja bogactwa na powyższym screen’ie jest unikatowa.

Po drugie, bardzo przekonuje mnie oprawa graficzna. Oczywiste jest, że możliwości obliczeniowe NDSa nie robią już chyba na nikim szczególnego wrażenia – wciąż jednak to, co znajdujemy w C.O.R.E. jest przykładem dobrego wykorzystania potencjału konsoli. Grafika jest bardzo staranna a program manipuluje detalami, by zapewnić nam możliwie szczegółowy obraz przy nieprzerwanie płynnej animacji. W prostej linii przekłada się to na jakość samych lokacji: poziomy są interesująco zaprojektowane i pełne wizualnych fajerwerków.

…a do tego potrafią być jeszcze rozciągnięte nie tylko horyzontalnie ale i wertykalnie!

Po trzecie, nie inaczej jest z oprawą dźwiękową. Elektronika piszczy i skrzeczy, broń klekocze i szczęka, wrogowie krzyczą i sapią a wszystko to brzmi przekonująco. No i najważniejsze: muzyka bezlitośnie kopie dolną część pleców srogimi riffami przywodzącymi na myśl co chwytliwsze momenty produkcji Sonic Mayhem. Odpowiedzialny za to Marcin Przybyłowicz spisał się na medal, o czym niech świadczy fakt, że ścieżka dźwiękowa C.O.R.E. trafiła na mój osobisty odtwarzacz mp3.

Po czwarte wreszcie, gra mnie najzwyczajniej w świecie wciągnęła i po prostu do samego końca byłem ciekaw, co jeszcze mi zaoferuje w kolejnych etapach. Historia rozrasta się stopniowo, składana ze strzępków informacji rozsianych po mailach, tabletach i dialogach z NPCami, by wreszcie pod sam koniec zaskoczyć niespodziewanym zwrotem akcji. Oprócz tego, do coraz bardziej zaawansowanych broni docieramy dość wolno i wprost proporcjonalnie do zagęszczenia wymagających przeciwników. A kiedy już się wydaje, że mamy pełen arsenał, pokonaliśmy każdego możliwego wroga i widzieliśmy wszystkie możliwe tekstury – to nagle okazuje się, że faktycznie nam się tak tylko wydawało.

O, tak – gra zdecydowanie trzyma po kilka asów we wszystkich rękawach.

PS Ciekaw jestem, kto w ogóle wpadł na tak niewdzięczny tytuł gry. Fraza „c.o.r.e. ds” wrzucona w Google zwraca bowiem prawie wszystko tylko nie C.O.R.E.

Reklamy

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s