Wszystko zaczęło się od mojej śmiałej fantazji o treści „a co by było gdyby w normalnym, dwugałowym gamepadzie, jeden z joystick’ów analogowych zastąpić trackball’em?” Teoretycznie: (1) ma to sens, bo jest zapotrzebowanie na precyzyjne urządzenia sterujące, (2) jest ergonomiczne, bo zwykły trackball obsługuje się kciukiem, (3) jest potrzebne, bo kto by nie chciał załoić w jakiegoś FPSa korzystając z (a) wygody gamepada, (b) precyzji (prawie) myszki i (3) miękkości fotela? Szybkie wyszukiwanie google pokazało, że nie tylko już coś takiego wynaleziono, ale nawet umieszczono w ofercie pewnego dużego serwisu aukcyjnego, który z kolei odesłał mnie do lokalnego sklepu znajdującego się o dwa rzuty granatem od H*jowej Górki. Nie zastanawiając się długo, złożyłem zamówienie a oczyma wyobraźni już ujrzałem siebie rozwalonego w fotelu i grającego w Brutal Dooma.

okazalosc
Budowa Lightballa AG-23 jest jak Siouxee Sioux – awangardowa, nineties i mroczna niczym alkowa Belzebuba.

Nie wygląd się liczy…

Do konfrontacji marzeń z rzeczywistością doszło już następnego dnia, kiedy tylko gamepad Lightball AG-23 zmaterializował się w mojej międzygalaktycznej stacji teleportacyjnej. Pierwsze wrażenia? Mimo że sprzęt jest raczej z niższej półki cenowej, to jego wykonanie nie pozostawia nic do życzenia. Starannie wyprodukowany, dobrze wyważony, wygodny do trzymania, z pewnością wyróżnia się designem: coś pomiędzy padem do PS a tym do Xbox’a z dużym naciskiem na asymetrię i połączenie różnych, niekoniecznie do siebie pasujących elementów. Design to oczywiście kwestia gustu – mi się spodobał, pewnie też dlatego, że mimo mojego minimalizmu estetycznego, jestem fanem absurdalnych niekiedy rozwiązań stosowanych w sprzęcie elektronicznym produkowanym w latach ’90.

...czyli jak użyć symboli z Playstation nie używając symboli z Playstation.
…czyli jak użyć symboli z Playstation nie używając symboli z Playstation.

…lecz osobowość

Nie dla pieszczoty zmysłów jednak wydałem na ten sprzęt równowartość sześciu słoików odtłuszczonego masła orzechowego, ale dla jego funkcjonalności, czyli przede wszystkim – trackballa. Jak się jednak okazało zaraz po rozpakowaniu gamepada, trackball nie spełnia warunku sine qua non bycia trackballem, tzn. nie obraca się jak kuleczka w łożysku ale raczej jak sprężynowy joystick analogowy, któremu ktoś urwał głowę i wypolerował powierzchnię. W praktyce więc do rąk dostajemy tradycyjny dwugałowy gamepad po lekkim tuningu prawej strony. Marzenia więc poszły się paść – a przynajmniej w pierwszej chwili tak właśnie pomyślałem, gdy okazało się, że niektóre gry (np. remixy Descenta 1 i 2) przyzwyczaiłem się obsługiwać dwoma gałami do tego stopnia, że próba przesiadki na gałę i niby-kulkę była jak przełączenie się na lo-detail, gdy całe życie grało się w hi-res.

by the red light in my eyes!
…by the red light in my eyes!

By jednak pozostać fair w stosunku do projektantów i producentów tego gamepada, muszę podkreślić, że wszystkie pozostałe kontrolki spełniają swoje zadanie bezbłędnie. Na szczególne peany zasługuje specyficznie skonstruowany D-pad. Jest niejako osadzony na planie koła i w ten sposób umożliwia łatwe osiąganie skosów, bo nie trzeba wciskać dwóch styków a tylko jeden. Każdy, kto chociaż raz spróbował wykonać hadouken na D-padzie, doceni to rozwiązanie.

D-pad na pierwszy rzut oka wygląda trochę dziwnie, ale w obsłudze jest niezwykle wygodny.
D-pad na pierwszy rzut oka wygląda trochę dziwnie, ale to chyba najwygodniejszy d-pad, jaki kiedykolwiek miałem pod kciukiem.

No, dobra – skuteczność się liczy

Moja historia z trackballem ma jeszcze epilog. Otóż jak się okazało, każdy z dwóch gamepadów, z których w tej chwili korzystam zachowuje się nieco inaczej pod względem mapowania przycisków i możliwości ich konfiguracji. Niewątpliwą zaletą Lightballa jest przycisk mode, dzięki któremu możemy momentalnie przełączyć się w tryb klawiatura + mysz, w którym to niby-kulka kontroluje wskaźnik myszy a z kolei klawiszem sens[itivity] możemy dość szybko zmienić czułość tejże. Oznacza to więc, że bez względu na to, czy twórcy danej gry przewidzieli możliwość obsługi dżojsticka czy nie, za pomocą Lightballa możemy ten problem obejść.

Jeden klik i prawa gała kontroluje wskaźnik myszy.
Jeden klik mode i prawa gała kontroluje wskaźnik myszy.

W moim konkretnym przypadku czynnikiem, który ostatecznie przesądził o bardzo pozytywnym stosunku do Lightballa jest niezwykle katarktyczna gra Painkiller – prosty w obsłudze a zręcznościowy w charakterze FPS, w którym walka toczy się przeważnie (1) na krótkim dystansie, (2) w płaskim terenie i (3) przeciwko postaciom o dość dużych rozmiarach. W sumie daje to mieszankę bardzo zbliżoną do Doom64 czyli świetne warunki do podpięcia gamepada. Twórcy Painkillera nie uwzględnili jednak takiej możliwości – no, ale od czego Lightball? Chwila szamotaniny z konfiguracją klawiszy i rozwalony w fotelu mogłem wcielić się w Daniela, odwiedzić parę niezwykle klimaciarskich (compositum „klimat” + „ciarki”) miejsc i odesłać kilka tuzinów demonów do ich przedwiecznego ojca. Ten ostatni natomiast obiecał wysłać osobistą pieczęć akceptacji dla rozwiązania zastosowanego w Lightball AG-23.

painkiller
Nie rozmawialiśmy szczególnie długo, ale braciszkowie też są zdania, ze kulka daje radę.
Reklamy

4 uwagi do wpisu “Lightball AG-23 czyli gała+kulka versus WSAD+mysz

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s