Jeśli wpisać w wyszukiwarkę słowo „sento” to wśród zwróconych na pierwszej stronie wyników znajdzie się m.in. hasło na Wikipedii poświęcone japōńskim łaźniōm publicznym, całkiem popularny schemat graficzny WordPressa oraz krakowskie biuro nieruchomości. Mało kto chyba jednak wie, że jeśli do słowa „sento” dodać frazę „47-tek”, to można dotrzeć do jednej z najpotworniejszych abominacji kiedykolwiek stworzonych przez ludzkość a rozprzestrzeniającej się w kamuflażu pierwszej fali bijatyk 3D na komputery osobiste.

SENTOstartr
Ktoś może mógłby mi przetłumaczyć tekst po japońsku?

Zaczyna się nieźle, bo kiedy już przebrniemy przez konfigurację nieocenionego DOSBoxa i odpalimy plik sentor.exe, naszym oczom ukazuje się wcale fajne intro. Oto dwóch bogów toczy dyskusję o sposobie prowadzenia konfliktów: jeden jest zdania, że to, co się liczy to osobiste uczestnictwo i emocjonalne zaangażowanie, drugi natomiast preferuje zimne i skalkulowane rozwiązania. Od słowa do słowa i z niedzielnej pogaduszki przy herbacie i ciastach szybko robi się międzywymiarowy turniej o złotą rękawicę.

sento1

Historia jest raczej przewidywalna, ale sposób jej podania – do cna klimaciarski niepokojący: zdehumanizowany i pozbawiony emocji głos lektora, połamane riffy o ciarkopędnej chromatyce i grafiki przedstawiające hybrydalno-antropomorficzne postacie na tle krajobrazów, które mogła zrodzić tylko wyobraźnia nieszczęśnika dotkniętego mackami Przedwiecznych z R’lyeh.

sento2

I wtedy pojawia się ekran wyboru trybu gry. Wciskasz strzałkę w dół – nic. Strzałkę w górę – też nic. Pozostałe strzałki – cisza. Wreszcie okazuje się, że za select służy tutaj tab. Sprytnie, myślisz sobie i na wszelki wypadek od razu zaglądasz do pomocy, żeby uniknąć dalszego zgadywania. Tam natomiast okazuje się, że układ klawiszy został przygotowany przez d*pka po to, by przenieść rozgrywkę na wyższy poziom trudności.

sento3
Tak, masz grać jedną ręką. Siedmiopalczastą.

Nic to jednak, uznajesz i szybko zapamiętujesz, że oprócz kierunków do ogarnięcia jest cios, blok i skok. Wracasz do menu głównego, wchodzisz w tryb dla jednego gracza i wybierasz swojego awatara. Postaci jest tylko cztery, wyglądają jednak dość pokrętnie, co w sumie jest nawet dobre. Czasem trzeba wcielić się w coś, co nie ma racji bytu w świecie rządzonym przez geometrię euklidesową.

sento4

Na wszelki wypadek jednak bierzesz najbardziej humanoidalną nindżę (tak, zgadza się – l.poj., r.ż., biernik) i dajesz na ring – tylko po to, by zostać zmiażdżoną i zdekapitowaną w mniej niż pół minuty. OK, początki są trudne, pocieszasz się i zaczynasz ponownie, wybierając tym razem konkretnie przypakowanego satyra uzbrojonego w młot bojowy. Waga ciężka, więc i ciężki oklep, wnioskujesz i ochoczo ruszasz w stronę oponenta, by osadzić mu narzędzie wojny na czerepie…

Screenshot-2015-09-14_12.48.30

…a wtedy okazuje się, że satyr młot nosi tylko dla szpanu, bo faktyczne ciosy zadaje kopytami. Bardzo słabe ciosy i na dodatek powolne, więc zgon następuje również w 30 s. Wcielasz się więc w osobnika z klatą, na którą spokojnie można wziąć co najmniej 1,5 tony na rozgrzewkę przed właściwym setem – okazuje się jednak, że klata jest napompowana syntholem i limit pół minuty obowiązuje także tutaj. Wreszcie po chwili zastanowienia testowanie możliwości bojowych uzbrojonego w kolce insektoida sobie odpuszczasz. I słusznie, bo on też wytrzymuje na arenie nie więcej niż 30 sekund.

syntol
Obowiązkowo koszulka w stylu douchebag neck.

Mógłbym długo i potoczyście pisać o tym, jak ultymatywnie i esencjalnie nędzna jest ta gra, poprzestanę jednak na ambiwalentnej, trzypunktowej refleksji. Po pierwsze, grywalność jest żadna z uwagi na opóźnienia w reakcji klawiszy – i nie jest to już kwestia słabego CPU o czym przekonałem się dwadzieścia lat później. Po drugie, Sento kupiłem sobie, gdy trójwymiarowe bijatyki dopiero wchodziły na rynek komputerów i każdy tytuł obiecujący naparzankę w 3D witało się z opuszczoną gardą. Za grę zapłaciłem jak za zboże, bo zajmowała ponad 13 MB a piraty przeliczało się wtedy na dyskietki. Gdy jednak uruchomiłem, okazało się, że i owszem Sento ruszy ale z prędkością jakichś 10 klatek animacji na sekundę. Zważywszy więc na inwestycję finansową i emocjonalną, miałem pełne prawo czuć się oszukanym.

Bezczelni...
Bezczelni…

Po trzecie wreszcie, gdy po raz pierwszy zetknąłem się z Sento, miałem już parę lat stażu w grach video, ale wciąż za mało, by poradzić sobie z obecnym tutaj unheimlichkeit w stężeniu daleko przekraczającym to, do czego byłem przyzwyczajony. Wyrywane kręgosłupy w Mortal Kombat 1, sampel ikony grzechu w ostatnim etapie Dooma 2 czy wymuszona gastroskopia w Abadox – wszystko to razem wzięte było w porównaniu z Sento tak swojskie jak rosołek u dziadków w niedzielne popołudnie. I żeby było jasne: bardzo cenię, gdy gra oferuje doświadczenie aliud valde, bo o to przecież chodzi. Ale zupełnie spaprane kontrolki w Sento sprawiają, że jest to raczej narzędzie tortur psychicznych niż gra.

zgon

Mam więc tylko nadzieję, że ci, przez których pozbyłem się wtedy kieszonkowego wraz z kilkunastoma punktami zdrowia psychicznego, trafią do wirtualnego piekła, gdzie będą musieli grać w Sento w trybie dla jednego gracza. Jedną ręką. Bez możliwości redefinicji klawiszy. Na komputerze 486DX2 66MHz/8MB RAM. Po (tytułowe) wsze czasy.

PS 1 Jak się właśnie dowiedziałem, 47-tek ma na swoim metafizycznym koncie więcej grzechów wznoszących rozpaczliwie wołania o pomstę do nieba.

PS 2 Mało tego – w spisku brali też udział piraci. Tak podłych kłamstw jak te poniżej nie widziałem od lat.

Screenshot-2015-09-15_23.31.38
Virtua Fighter?! Człowieku, gdzie Rzym, gdzie Krym?!
Reklamy

7 uwag do wpisu “Sento – bijatyka wszech czasów (nie)

  1. Dzięki, Stary :) Uważam jednak, że słowa uznania należą się przede wszystkim 47-tek, bo drugiego takiego badziewia jak Sento to ze świecą szukać :D Do dziś się zastanawiam, jak to możliwe, że to plugastwo w ogóle ujrzało światło dzienne.

  2. Trochę żałuję, że nie było mnie w okolicy, kiedy ogrywałeś to cudeńko :D

  3. Zapewne z pokoju obok dane byłoby Ci słyszeć wiele słów, jakich nie stosuje się w obecności brzdąca, kiedy to czyta mu się bajkę na dobranoc :-).

    Pamiętam, jak pewnego razu podczas wspólnej jazdy samochodem Wojciech próbował ustawić cel w nawigacji. Niestety, topornie reagujący ekran dotykowy plus równie toporny interfejs urządzenia wzbudziły w naszym Kamracie niemałe emocje. Nierządnic przybyło co niemiara, ale nie takich standardowych, klasycznych, widywanych w amerykańskich serialach o detektywach z cygarem w twarzy… tamte były wyszukane, ubrane w modne ciuchy, a swym ciałem – skropionym niszowymi perfumami – poruszały z wdziękiem zarezerwowanym dla rozchwytywanych modelek.

  4. @Ania: nic straconego – mam już kilka następnych typów do hashtagu „abominacje”, które czekają na ogranie ;D
    @Konrad: myślę, że sekret przeklinania like a sir tkwi w regularnym przeplataniu nierządnic oraz ludowych określeń na procesy wydalania i reprodukcji wielogłoskowymi terminami o obcym pochodzeniu i niskiej częstotliwości występowania w mowie potocznej ;D

  5. O, Stary – teraz, gdy to powiedziałeś, to mi się przypomniało, że przecież BF ciągle czeka na solidne ogranie :D Bo grałem już na tyle długo, by przekonać się, że wejście na ring z dwoma minigunami i naręczem granatów (Bullzeye, yeah!) to coś wspaniałego – ale jeszcze zbyt krótko, by porządnie ogarnąć latanie, kombosy, etc. Trzeba to zmienić.

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s