Zaczęło się od tego, że pewnego dnia zapragnąłem drewnianych słuchawek wyposażonych w pilota. Kilka kliknięć i już wiedziałem, że Unitra SD-20 to właśnie to, czego potrzebuję do zdalnego kontrolowania telefonu oraz mojego dendrofilicznego szczęścia. Jak się później jednak okazało, temu szczęściu trzeba było trochę pomóc. Ale po kolei.

Start był dobry, nie powiem. Oprócz bardzo przekonującego dr(z)ewnianego wzornictwa, producent zadbał o oldskulowe opakowanie, opatrzone zresztą retoryką żywcem wyjętą z epoki, gdy po obiedzie dostawało się Vibovit, w sobotę o 9:00 oglądało się 5-10-15 a po Matchboxy chodziło się do Pewexu. Zresztą – sam fakt umieszczenia na czymkolwiek logo Unitry sprawia, że vintage factor ulega znaczącej multiplifikacji.

unitra2

O jakości samego sprzętu bardzo trudno mi się wypowiedzieć z dwóch przyczyn. (1) Mam dębowy słuch i w zasadzie nie zauważam większej różnicy między Sennheiserami, Kossami, Skullcandy’ami, etc. (2) No, dobra – kłamałem – słyszę różnicę, ale nie potrafię precyzyjnie opisać, na czym polega i za każdym razem muszę uciekać się do metafor zaczerpniętych z bliższych mi dziedzin wisceralnych. W przypadku SD-20 jest ciepło i duszno niczym sierpniowym popołudniem w drewutni, czyli jak dla mnie – w deseczkę. Sęk jednak w tym, że do obsługi ustrojstwa przewidziano tylko jeden przycisk.

Choć fakt, z daleka można jeszcze odnieść wrażenie, że przycisk ma trzy pozycje.
Choć fakt, z daleka można jeszcze odnieść wrażenie, że przycisk ma trzy pozycje. Nie ma.

Ów przycisk służy do odbierania rozmów oraz – czego nie uwzględniono w instrukcji – do odtwarzania/pauzowania utworów. To bardzo miło, że Unitra zaskoczyła mnie tą dodatkową funkcją, wciąż jednak czułem się trochę jak dziecko, któremu aniołek zostawił pod choinką nie do końca to, co miał zostawić i za który to czyn prędzej czy później spotkają go łańcuchy Tartaru. Aniołka, nie dziecko.

W pewnym sensie więc otrzymałem od producentów niespodziewankę w postaci ukrytej funkcji.
A jeśli zechcę odrzucić rozmowę?

Czy dałoby się jakoś obejść tę barierę funkcjonalno-anatomiczno-komunikacyjną i mimo wszystko udzielać bardziej skomplikowanych poleceń za pomocą jednego tylko przycisku? Tak! Play Store oferuje w tej chwili kilka programów: bardzo podstawowe pod względem funkcji i możliwości kustomizacji Smart Key i Philips Headset, poprzez rozbudowany Headset Control Center aż po moich faworytów równoważących wielość opcji z przejrzystością interfejsu: JAYS Headset Control i Ultimate HeadSet Controller.

Jak się okazuje, więcej ludzi miało ten sam problem...
Potrzeba matką wynalazców?..

Jakkolwiek programy różnią się między sobą, to w każdym z testowanych przypadków zasada jest prosta: różna liczba kliknięć to różne polecenie. I tak, jedno kliknięcie to start/stop, dwa – następny kawałek, trzy – poprzedni, itd. Z nutką smutku stwierdzam, że ze wszystkich aplikacji tylko ta ostatnia okazała się w pełni współpracować z moim sprzętem. Cóż, przynajmniej problem wyboru rozwiązał się sam [polyanna_mode=OFF].

Czysto, przejrzyście, funkcjonalnie - to jest to!
Przynajmniej jest przejrzyście i funkcjonalnie.

Konkluzje mam trzy i pochodzą one z różnych etapów użytkowania kombo słuchawki + aplikacja.

  1. Po pierwszych kilku dniach wrażenia zdecydowanie na plus. Muszę przyznać, że jest coś do cna intelektualno-eliciarskiego w wydawaniu poleceń za pomocą skomplikowanych sekwencji klawiszowych. Weźmy domyślne polecenie zmniejszenia głośności: 5 kliknięć, odczekać do wibracji, kliknąć dwukrotnie, odczekać aż głośność wzniesie się do pożądanego poziomu, kliknąć, by zakończyć proces. Geek factor po prostu wymiata!
  2. Po kilkunastu dniach natomiast okazało się, że nie jest wcale tak wesoło. Program nie zawsze właściwie rozpoznaje liczbę kliknięć, pojawiają się konflikty przy obsłudze kilku odtwarzaczy a system potrafi bez pytania zabić aplikację w trakcie używania. Rezultat jest taki, że bezpieczniej i pewniej jest obsługiwać telefon z poziomu… telefonu właśnie.
  3. Po następnych kilkunastu dniach zaczynam węszyć tutaj też pewien podstęp: projektanci słuchawek celowo zostawiają tylko jeden przycisk na pilotach, by w ten sposób napędzać biznes aplikacji ten przycisk obsługujących. A deweloperzy tychże aplikacji celowo zostawiają bugi, by użytkownicy w końcu przesiadali się na trzyprzyciskowe zestawy.
Reklamy

4 uwagi do wpisu “Ultimate HeadSet Controller czyli mistrz jednego przycisku

  1. Te dr(z)ewniane metafory sprawiły, że aż naszła mnie ochota na podróż do lasu :D

  2. „… opatrzone zresztą retoryką żywcem wyjętą z epoki, gdy po obiedzie dostawało się ViboviT…”.

    Lud chce więcej :-D :-D :-D

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s