software

Doom 0.3

Jakieś dwa tygodnie temu RSS poinformował mnie wściekłym mruganiem o tym wydarzeniu: na fale internetów wypłynęła nieznana do tej pory wersja alfa Dooma jedynki. Piksele wielkie i kwadratowe niczym Madison Square Garden, architektura etapów jak z pudełek po zapałkach a frekwencja potworostworów niczym ze snu człowieka, który właśnie szczęśliwie zakończył psychoanalizę adlerowską. Na forach dyskusyjnych jednak zawrzało a mi przyszło do głowy kilka luźnych refleksji.

Rott’n’roll, baby

Ponad dwadzieścia lat po dacie wydania, Romero&Carmack nadal potrafią sprzedać swoje dzieło jako coś nowego i podtrzymać zainteresowanie (nie, żeby musieli – ja i tak bym łoił). Co jakiś czas bowiem wypływają ciekawostki: a to zdjęcia z maskotkami, a to pliki graficzne alternatywnych wersji potworów, a to wreszcie wersje alfa. To jest jak rzucanie plektronów w publiczność przez gwiazdy rocka – plektron sam w sobie jest mało-co-wart (no, chyba że jest to konkretne 2mm do tłustego naparzania – wtedy idzie na wagę złota), a słuchacze szaleją. Z Doomem jest podobnie, myself included. I nie, żebym miał cokolwiek przeciwko – gdyby Doom 0.3 wyszedł na Steamie i trzeba by było za niego zapłacić, to nawet słowa bym nie powiedział. Jak się jest autorem Dooma, to można wszystko.

Trąca wczorajszym impem – wciąż jednak patent na dynamiczną mapę  uważam za trafiony,

Cyfrowa archeologia

Pieczołowitość analiz prowadzonych przez doomowy fandom jest naprawdę godna podziwu i piszę to zupełnie bez ironii. Trochę przypomina mi to podniecenie związane z odkryciem fragmentów Biblii ze zwojów znad Morza Martwego: teksty są zniszczone, wyglądają źle, czyta się je ciężko – a jednak frajda jest ogromna, bo to w końcu kawał historii a i różnice z tekstem masoreckim wywołują zasadniczy skok adrenaliny. Tak i tutaj: grywalność żadna, bo przecież potwory są tylko nieruchomymi hologramami, ale obcowanie z czymś, co tak długo było ukryte, jest zdecydowanie ciarkopędnym doświadczeniem. Co więcej, widać dzięki temu wyraźnie, jaką ewolucję przechodził Doom, który przecież początkowo miał być raczej cRPG/adventure w stylu Ultima Underworld, tyle że z mniejszą ilością fabuły. Można tylko zgadywać, ile jeszcze pomysłów zaginęło gdzieś w cybernetycznym piekle na rzecz Dooma ver. 1.0.

Takie HUDy się kiedyś nosiło, panie, nie to co dzisiaj - przezroczyste i wszystko widać, borze uchowaj...
Takie HUDy się kiedyś nosiło, panie, nie to co dzisiaj – przezroczyste i wszystko widać, borze uchowaj…

U-kryte i od-kryte

Ciągle sobie powtarzam, że w internecie jest już przecież wszystko. A jednak i wbrew  tej oklepanej cokolwiek tezie, co jakiś czas potrafi się pojawić coś, czego nie było. Każe mi to zweryfikować moje założenie na: jeśli czegoś nie ma w internecie, to ja nawet nie wiem, że to w ogóle istnieje. Jest oczywiście masa wyjątków, np. moja kolekcja błyszczących kamyczków pozbieranych w drodze na Śnieżkę AS 1990, o których wiem tylko ja – ale one zdają się tylko potwierdzać regułę. Z tym jednak wiąże się jeszcze jedna kwestia: każda taka perełka, która wypływa po latach (no, dobra – perły jako cięższe od wody nie mają szans wypłynąć, ale nie o to tutaj pływa chodzi), z automatu dostaje status perełki. Gdyby ktokolwiek wypuścił dzisiaj grę, która wyglądałaby tak jak Doom 0.3 (z poprawką oczywiście na jakąkolwiek grywalność) zostałby bezlitośnie wyśmiany i chyba sam pierwszy cisnąłbym kamieniem (nie tym ze Śnieżki, ale jakimś miększym). Gdy tak bowiem patrzę na tę pierwotną wersję Dooma, to przed oczami staje mi Corridor 7 – koszmar nad koszmary, jeśli chodzi o FPSy, które powstały między Wolfenstein 3D a Doomem.

Ej, chłopaki – widzieliście może gdzieś moje skałki? No, na pewno je spakowałem…

Zaraz, skoro już to powiedziałem głośno… [nostalgia_mode=ON, DOSBox=initiated]

PS Wszystkie screen’y w niniejszym poście zostały przechwycone z tego klipu.

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Doom 0.3

  1. O, Stary :D Zasadniczym elementem definicji istotowej d*pka jest to, że d*pek potrafi się wszędzie wcisnąć, nawet jeśli samemu się go tam nie chce. W przeciwnym razie a i ex definiotione d*pek, nie byłby d*pkiem. Jeśli natomiast chodzi o napisanie gry, to z moim minimalistycznym zacięciem oraz zamiłowaniem do schematyzacji byłby to chyba jakiś shmup raczej niż FPS ;) A gdzie jak gdzie, ale chyba zwłaszcza w shmupie znalazłoby się miejsce na d*pka, który byłby tam jakimś mega-bossem ;D

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s