Co można zrobić, gdy żar leje się z nieba, powietrze ma konsystencję betonu a z kranu sączy się tylko ciepła woda? Niektórzy proponują transcendować rzeczywistość oglądając wyprawy himalaistów albo grając w WarCraft: Frozen Throne. Inni sugerują zimny prysznic, ale spod niego (zakładając, że z kranu posączy się woda inna niż ciepła) wychodzi się z powrotem do upału, który jest jeszcze bardziej nieznośny. A ja mam swój sposób na kanikułę, tradycyjnie przewrotny – niczym burza piaskowa na Arrakis.

Pisząc w jakikolwiek sposób o Dune 2 trudno zacząć w inny sposób niż stwierdzeniem, że jest to matka wszystkich RTSów, czyli strategii dla ludzi, którym brakuje cierpliwości i którzy za bardzo lubią zręcznościówki, by czekać cierpliwie na swoją rundę. Gra miała w swoich czasach wszystkie cechy hitu: świetny klimat (ale czy mogło być inaczej w przypadku wariacji na temat epiki Franka Herberta?), smakowitą oprawę audiowizualną (muzyka dostosowywała się do okoliczności: cicho do rytmu żniwiarek i głośno do warkotu gąsienic po piasku) i nieprawdopodobną grywalność: przemyślany poziom trudności, 3 rody do wyboru i wiele sposobów na rozegranie tych samych misji. Dobra, starczy lekcji historii. Bierzemy zatem przykład letniej stylówy z Paula Atrydy…

Źródło: http://s33.photobucket.com/user/ChimericPisces/media/PaulAtreides.jpg.html
Źródło: http://s33.photobucket.com/user/ChimericPisces/media/PaulAtreides.jpg.html

…i zasiadamy do rozgrywki. Zamiast jednak starej Diuny dwójki, załoimy w Dune Legacy – absolutną perełkę, jeśli chodzi o remake’i gier video. Autorzy za cel postawili sobie zaimplementowanie interfejsu znanego z nowoczesnych RTSów przy równoczesnym zachowaniu oldskulowego klimatu i oprawy – z poprawką oczywiście na rozdzielczość. Pierwsze zatem, co się rzuca w oczy to znacznie więcej pikseli i znacznie większy obszar pola bitwy, który możemy objąć wzrokiem. Dwadzieścia lat temu mielibyśmy na ekranie mniej więcej coś takiego:

Ej, czy tylko mi arrakijska przyprawa kojarzy się z cynamonem?

…a teraz możemy mieć oko równocześnie na gospodarkę naszej bazy, pokrętne szlaki Szaj-Hulud, jak i kulturową działalność korpusu dyplomatycznego na froncie południowym.

Niczym Prometeusz niosę wam ogień. Zaporowy.

Czyli cytując samego Herberta: „w fincie finta w fincie”. Druga rzecz, którą da się zauważyć to nowoczesne sterowanie: można zaznaczyć więcej niż pojedynczą jednostkę a rozkazy wydawać prawym klawiszem myszy. No i z poczuciem ulgi, która towarzyszy uciszeniu dawnych frustracji stwierdzam, iż bronie pałacowe wreszcie stały się mniej bezużyteczne: harkoneńska Ręka Śmierci ląduje, gdzie chce, ale już bliżej celu, Fremeni pchają się w bojowym szale prosto pod lufy wieżyczek i gąsienice czołgów, ale robią to jakoś z większym wdziękiem a sabotażyści Ordosów wreszcie są widzialni i można nimi pokierować – to nic, że prawdopodobieństwo doprowadzenia ich do budynku celem detonacji jest równe prawdopodobieństwu samoistnych opadów gradu na Arrakis.

Ten zaznaczony to sabotażysta - zaraz przekroczy linię wroga i zrobi bum.
Ten zaznaczony to sabotażysta – zaraz przekroczy linię wroga (po prawej – zaznaczyłem szlaczkiem lejów po eksplozjach) i zrobi bum.

Oprócz tych poprawek dostaliśmy też parę innych bajerów: nowe rody (Fremeni, Najemnicy i Sardaukarzy – hell, yeah! zawsze chciałem być Sardaukarem, gdy dorosnę!), możliwość rozgrywki w trybie multiplayer oraz edytor map, by wskazać te najważniejsze. Z satysfakcją stwierdzam też trzecią rzecz: widok całego oddziału Devastatorów sunących nieustępliwie w stronę wrażej bazy, odgłos ataku atrydzkich sonic-tanków czy wreszcie hasło „wormsign!” w momencie, gdy nasze harvestery rześko zasuwają po przyprawę – wszystko to wciąż generuje solidną porcję ciarek. Jak piasek wsypany za kołnierz.

...a fraza
…a fraza „pójdziesz do piachu” nabiera dodatkowego, literalnego znaczenia.

No, właśnie: piasek. W tej grze jest wszędzie piasek. Nawet poszczególne piksele wyglądają jak piasek. Po chwili czuje się ten piasek pod klawiaturą i w uszach. I nawet w myszce zaczyna coś chrzęścić (a może to wciąż piasek w uszach?). Gdy jednak już dostaniemy tęgie wciry od komputerowych oponentów (ich umiejętności wzrosły w ciągu tych dwudziestu lat!) i wrócimy do tzw. reala, to stwierdzimy, że te liche 35 stopni w cieniu, to może się schować. No, bo co to jest dla weterana wojny o Arrakis, który po odklejeniu się od komputera i wyjściu na skąpany słońcem balkon czuje się właśnie tak:

Hell-yeah, baby!
Źródło: http://i.imgur.com/UQICzv9.gif
Reklamy

6 uwag do wpisu “Dune Legacy czyli „piasek, piasek, kupa piasku”

  1. Facet nie ma erekcji, a zatem jego reakcja jest mocno wymuszona. Wierzę, że Autorowi blogu w realu pękają bryczesy :-).

  2. Czy tylko ja widzę w kształcie majtek Stinga Batmanowego nietoperza? O.o

  3. @wojciechkosior: rogi jelenia owszem, ale to nie jest broda, tylko dyzajnerski naszyjnik, ignorancie :P

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s