software

Pingwiny i nieloty 3 czyli pożegnanie z Afryką

Ten wpis miał początkowo wyglądać inaczej. Zupełnie inaczej. Miało się zacząć od takiej kwiecistej alegorii nawiązującej do nowego Sherlocka. Oto w jednym z pierwszych odcinków Sherl zwraca uwagę doktorowi Watsonowi, że faktyczną przyczyną jego ogólnoegzystencjalnego zjazdu jest brak akcji. Człowiek wojny po prostu nie może żyć w zbyt bezpiecznym i przewidywalnym świecie, bo czeka go ogromny stres. A w tym momencie, twoje ręce się nie trzęsą, rzuca niby od niechcenia facet w głupim kapeluszu anonsując tym samym zbliżającą się akcję i adekwatny dla weterana Iraku poziom napięcia.

A miało być tak pięknie

W następnym akapicie miałem napisać, że per analogiam, sam nawet nie zorientowałem się w ciągu ostatnich lat, że korzystanie z komputera i urządzeń elektronicznych w ogóle stało się proste. Bardzo proste. Do diabła – zbyt proste! Skoro nawet pralka potrafi mieć ekran dotykowy z graficznym interfejsem, to gdzie tu krzemowy czalyndż? O mały figiel a przez następne kilka linijek rozwodziłbym się nad tym, jaką ogromną satysfakcję daje obsługa odtwarzacza mp3 z poziomu linuksowego terminala, czy jakim powodem do dumy jest umieszczenie swojego pierwszego wpisu na oficjalnym forum #1, w którym przedstawia się własne rozwiązanie jakiegoś trapiącego problemu.

W tym paragrafie z kolei zachwycałbym się filozoficznymi implikacjami dogłębnej kustomizacji systemu. No, bo to przecież jak w życiu – trzeba wybrać tylko to, co się faktycznie liczy a resztę wyrzucić za burtę jako zbędny balast. Ba, pojawiłoby się tu nawet obrazowe porównanie jak to lata temu w którymś z podręczników pisania prac naukowych przeczytałem anegdotkę, która bardzo mocno utkwiła mi w pamięci. Oto zapytano pewnego uznanego pisarza, jak to się dzieje, że pisze tak dobrze a ten odpowiedział: najpierw piszę; potem czytam, co napisałem i usuwam zbędne słowa; potem czytam jeszcze raz i znów usuwam zbędne słowa; na koniec czytam po raz trzeci i znów wykreślam wszystko, co niepotrzebne; i wtedy, gdy myślę, że tekst jest już dobry, czytam znowu i znowu usuwam wszystkie zbędne słowa.

Co w takim razie poszło nie tak?

Rzeczywistość skrzeczy

Pewnego dnia dowiedziałem się, że za kilkadziesiąt godzin mam wystąpić na konferencji, co oczywiście wiązało się z koniecznością błyskawicznego przygotowania prezentacji. A że tematem była analiza pewnego filmu, niezbędne było uzbrojenie się w odpowiednie narzędzia. Progresja była mniej więcej taka: oglądałem film i zrzucałem potrzebne mi screeny. Te z kolei trafiały do katalogu, z którego później wklejałem je do openoffice’owego Impressa, po drodze jeszcze ręcznie zmieniając ich rozmiar. Oczywiście, można byłoby to zrobić znacznie prościej: ustawić, żeby skopiowany obrazek lądował w schowku, odpowiednio zresztą sformatowany, po to by finalnie umieścić go na slajdzie. Czemu jednak, mimo właściwych ustawień, program zignorował moją dezyderatę – nie wiem. Mimo tej trudności, slajdy elegancko opisałem, posegregowałem i powklejałem po czym poszedłem pobiegać. Gdy wróciłem i otworzyłem plik z prezentacją, okazało się, że część obrazków zniknęła a część pozamieniała się miejscami. Mieszanki wściekłości, frustracji i ulgi, że nie stało się to dwa dni później, nie jestem w stanie opisać. Gdy jednak musiałem to wszystko odzyskać pod Win7 okazało się, że kombo bestplayerZscreen umożliwiły mi wykonanie tych samych czynności w jakieś 30% czasu, który poświęciłem wcześniej. Uznałem, że coś jest na rzeczy i jeszcze tej samej nocy finalnie odpiąłem dysk z linuksem, żeby mnie przypadkiem nie kusiło.

I żeby wszystko było jasne – wciąż uważam, że Linux to wspaniała inicjatywa świetnych ludzi tworzących bardzo pomocną społeczność, co w prostej linii przekłada się na poważną alternatywę dla komercyjnych systemów operacyjnych. Fakt, że sam wróciłem na Windę wiąże się z kilkoma czynnikami, spośród których figiel wycięty mi przez Impress był tylko jednym obok braku sensownych odpowiedników profesjonalnego oprogramowania biblijnego, którym zarabiam na chleb mój powszedni. Krótko mówiąc, te kilka tygodni było niezwykle pouczające. Z ulgą jednak wróciłem na stare śmieci.

Advertisements

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s