software

FreeDoom

Kontynuuję eksperyment z linuksem a ściślej rzecz biorąc – sprawdzam, jak długo można przetrwać i jak daleko można dotrzeć korzystając z open source. A ponieważ do przeżycia absolutnie niezbędny jest mi – zaraz obok edytora tekstu i Biblii – Doom, uznałem, że idąc za ciosem korzystania z dobrodziejstw open source we-resz-cie sprawdzę IWADa o wiele wyjaśniającej nazwie Freedoom.

Figle ID
W drugiej połowie lat ’90 ID software udostępniło kod gry, bez której świat byłby bardzo smutnym miejscem a „pomidor” kojarzyłby się z grupką siedzących w kółeczku przedszkolaków, które w życiu nie widziały komputera. Romero&Cormack za jednym zamachem pokazali się jako dobrodzieje ludzkości a równocześnie zrobili to niskim kosztem. Gdzie bowiem jest myk ze strony ID? Do kategorii open source trafił tylko kod gry; cała reszta natomiast (grafika, dźwięki, muzyka) wciąż podlega prawom autorskim. Innymi słowy, żeby dzisiaj grać w Dooma, trzeba dysponować kopią plików anno doomini 1993-4 W ten sposób ID to samo ciastko oddało na cele charytatywne, sprzedało, zjadło – i wciąż posiada. Spider Mastermind by tego lepiej nie wymóżdżył.

DIY-DOOM
Skoro więc kod Dooma zostało upowszechniony, to żeby gra była w pełni za darmo, trzeba było przygotować „tylko” substytut grafiki, dźwięków i muzyki. Tym właśnie zajęła się grupa fanów piekielnych rozrywek na dwie rury i powołała do życia projekt o nazwie FreeDoom będący w gruncie rzeczy repozytorium audiowizualnym do wykorzystania na różnorodnych portach Dooma. Dostajemy do dyspozycji plik zawierający substytuty wszelkiej zawartości oryginalnych wad’ów, czyli sprite’y, tekstury, dźwięki, muzykę, etapy. Czyli kawał dobrej roboty – ludzie stojący za tym projektem musieli więc napracować się tylko trochę mniej od ID Software, by dać światu open source’ową alternatywę. Jak więc wygląda w praktyce Doom by Doomers for Doomers?

Bal przebierańców
Tekstury – bez zarzutu, ani przez moment nie miałem wątpliwości, że gram w Dooma. Kosmiczno-piekielny klimat został zachowany, niektóre z obrazków natomiast są jeszcze staranniejsze i klimatyczniejsze niż w oryginale. Item’y – w porządku. Każda rzecz jest wyraźna i nie ma wątpliwości, co zbieramy. Zmiana kolorystyki na zielonkawą też jest przyjemna i odświeżająca. Broń – nierówno ale nieźle. Cała broń jest zrobiona od nowa i o ile w użyciu jest bez zmian (pistolet, strzelby, karabin, etc.) to jednak wygląda i brzmi inaczej i w moim odczuciu na minus: o ile bowiem strzelba z Dooma w trybie vanilla, ciągle mnie satysfakcjonuje to ta z Freedooma – zupełnie nie. Z drugiej jednak strony mamy zastępnik piły mechanicznej i chainguna, które są fajowe – być może dlatego, że bardzo przypominają te z Dooma 64. Przeciwnicy – jak wyżej. Zrobieni zupełnie od nowa, właściwościami odwzorowujący tych z oryginału. Część jest nieprzekonująca: na strasznych za śmieszni, na śmiesznych zbyt poważni: zarówno pod względem graficznym jak i dźwiękowym. Z drugiej strony commando wygląda bardzo profesjonalnie, hell knight jest creepy a nowe demony i mankubusy – wywołują dreszcz obrzydzenia.

Nowa twarz
Wreszcie kwestia podstawowa: kim jest freedoomguy? W sylwetce widać znak czasu; o ile w ’90s modne było bycie dużym, to fdg przypomina trójkąt. Opancerzony trójkąt, gwoli ścisłości, czym zresztą dobrze wpisuje się we współczesne kanony. Natomiast twarz fdg to oddzielna sprawa i – przynajmniej dla mnie – chyba największe i najbardziej pozytywne zaskoczenie tego moda, ponieważ to jest twarz gościa, z którym mógłbym się skumplować, żeby skikasować parę infernalnych rewersów. Ludziom z Freedooma udało się dokładnie to samo, co udało się ID software: stworzyć postać, która mimo tego, że jest absolutnie anonimowa i znaczeniowo „pusta” (a więc bardzo atrakcyjna jako ekran  projekcyjny dla gracza tudzież obiekt do identyfikacji z), to równocześnie jest po prostu sympatyczna. Myślę, że jest to pokłosie suberbohaterów kina akcji lat ’90 pokroju Schwarzeneggera i postaci przez niego odrywanych: anonimowych, mało wyrazistych osobowościowo a równocześnie posiadających bardzo pozytywne cechy. Zarówno doomguy jak i freedoomguy mają w sobie coś z opiekuńczości Terminatora, ciepłego spojrzenia Commando i nutki surowości Iwana Danko.

Insider-joke
Krótko mówiąc – jest fajnie. Mod ma oczywiście braki a na tle takich perełek jak Brutal Doom czy ProjectMSX wypada raczej blado. Są jednak trzy powody, dla których będę w niego łoić. Po pierwsze, zestaw zawiera komplet etapów, wyraźnie inspirowanych tymi znajdującymi się w jedynce i dwójce Dooma. Inspiracje te są jednak bardzo subtelne i odkrywanie ich stanowi wielką frajdę, bo to trochę jak oczko puszczone tym graczom, których nie przestaje bawić kombo Barrels o’fun i Them Bones. Po drugie, do tego dochodzi muzyka, również inspirowana tą z Dooma a powiedziałbym nawet – że z Dooma bezczelnie skrojona i na dodatek tak przemyślnie, że momentami miałem wrażenie, że ktoś po prostu pobawił się w midi, żeby zmienić tylko tyle, by już wywinąć się spod kategorii naruszenia praw autorskich. Liczy się jednak efekt a ten jest bardzo satysfakcjonujący audialnie. Po trzecie wreszcie: dziś są 21 urodziny Dooma, więc sto lat!

PS Niniejszy wpis powstał przy użyciu oprogramowania open source. Tak, jaram się.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s