software

Dojo of Death

Zbierając materiały do mojego pierwszego poważnego (tj. takiego, za którego dostanę wypłatę nie tylko w punktach doświadczenia ale i w punktach za publikacje) artykułu o pewnej grze video, natrafiłem na tę właśnie survivalową perełkę. Nie pamiętam już co takiego wpisałem w wyszukiwarce, jednak gdy tylko wśród rezultatów zobaczyłem frazę Dojo of Death, wiedziałem już, że coś się dzieje i że nikt mi wmówi, iż białe jest czarne. 

Gdzie jak gdzie bowiem, ale w DOD różnicę widać najwyraźniej. Sterujemy bowiem białym ninja o godnej do pozazdroszczenia wydolności kardiowaskularnej: zuch dziarsko biegnie za kursorem a na kliknięcie reaguje imponującej długości wypadem, nie wykazując żadnych oznak zmęczenia takimi skokami tętna. Zewsząd zmierzają ku nam czarni ninja, którzy, jak nietrudno się domyślić, w nieuświadomionej zazdrości o wspaniałą kondycję pragną ostatecznie zatrzeć różnicę między kolorami. My z kolei odpowiadamy klikocięciami ® zamieniając wrażych ninja w przenośne dystrybutory napojów orzeźwiających dla nieumarłych. Z czasem przeciwników pojawia się coraz więcej a my generujemy coraz dłuższe kombosy nabijając w ten sposób coraz więcej punktów. Do momentu aż któryś z przeciwników okaże się zręczniejszy. Znacie? Znamy. To zagrajcie, wciąga. Gra bowiem wywołuje jak najbardziej pozytywne skojarzenia z serią Dynasty Warriors: tutaj bowiem też mamy mnóstwo przeciwników rodzących się bezpośrednio z powietrza i masowo przerabianych na równie awangardowy co transparentny wystrój wnętrz. Gdzieś z tyłu neokorteksu zabłysnął mi również Ninja Gaiden: Dragon Sword – być może z uwagi na fakt, że w tego ostatniego grałem na NDS i że 98% komend wydawałem stylusem. Skojarzenie być może wynika też z mojego myślenia życzeniowego: czemu takiej gry jak DOD nikt nie zrobił na NDS właśnie? Nie, nie oczekuję odpowiedzi. Zamiast tego wrzucę złotówkę do skarbonki z napisem 3DS, z nadzieją, że ta ostatnia platforma będzie się cieszyć większym zainteresowaniem ze strony Nintendo.

Pomysłodawcą jak i wykonawcą w jednej osobie jest Nico Tuason, filipiński programista. Na jego stronie domowej możemy wyczytać, że w swoim dorobku ma już kilka pozycji, które plasują się między czwartą a piątą gwiazdką na Kongragate oraz przekonać się, że za tym sukcesem stoi nieco przewrotne poczucie humoru („My favorite kinds of games are ones that understand your time is precious to you” – pan raczy żartować…). No, właśnie, a propos przewrotności. Samą grę znalazłem dokładnie w środku sesji egzaminacyjnej, ściślej rzecz biorąc – przed egzaminem, który sam prowadziłem. A jako że część moich studentów mam na fejsie, to pomyślałem, że zrobiłbym im dowcip i umieścił w swoim statusie tę właśnie grę, by sprawdzić, jak sobie radzą z pokusami Internetu. Na szczęście dla wszystkich sefira chesed zwyciężyła sefirę gewura, skończyło się na trybie przypuszczającym a nikt nie rzucił studiów, by zostać ninja.

This slideshow requires JavaScript.

Advertisements

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s