software

Doom: Winter’s Fur(y)

Winter’s Fury autorstwa użytkownika Starscream to dobrze odżywiony megawad dedykowany portowi GZDoom, zawierający kilkanaście nowych etapów połączonych spójną historią. Krótko: przez ziemię przeszło piekło, przez piekło przeszedł doomguy a doomguy z kolei przeszedł do historii. To, co zostało na ziemi, zostało odbudowane przez wspaniałą UAC, która ze skrzętnością neurotycznego nekrofila pozbierała resztki Ikony Grzechu (tutaj zwanej Bafometem) i schowała w superbazie na Syberii. Owa baza niestety nie okazała się wystarczająco super, ponieważ wkrótce została opanowana przez zmarznięte demony, których obecność jestem w stanie wytłumaczyć wyłącznie tym, że przecież piekło przestało już istnieć w 1995 za sprawą doomguy’a właśnie. Tak czy owak na miejsce przybywa oddział marines w odblaskowych kombinezonach rodem z lat dziewięćdziesiątych i zaraz potem ulega widowiskowej i prawie totalnej anihilacji. Z całej ekipy jak zwykle pozostaje największy badasmadafaka (nie wiedzieć czemu, taki gieroj został pilnować sprzętu przed wejściem), który uzbrojony wyłącznie w pistolet i kilka celnych oneliner’ów musi rozprawić się z piekiel…, pardon, demonami dziadka mroza. Tyle na wstępie, resztę historii poznajemy w kinowych wstawkach. „Gra aktorów” jest mocno nieprzekonująca. Dialogi są miejscami pompatyczne, miejscami śmieszne, ale przez większość czasu zupełnie sztuczne. Żeby nie było – doskonale wiem, na czym polega prawdziwa, męska przyjaźń w obliczu zagłady z ręki tudzież łapy demonów. Ale, na Bafometa, nawet (zwłaszcza!) wtedy nie mówi się o tym, że się nigdy nie zawiedzie swojego umierającego właśnie kumpla. Mimo wątpliwej jakości treści, praca kamer, efekty specjalne i montaż są na wysokim poziomie i mówię to zupełnie bez ironii. Historię będącą tłem dla syberyjskiej masakry poznawałem z autentycznym zaciekawieniem – a to oddział marines efektownie dziesiątkuje diabelskie nasienie z ciężkiego wozu pancernego a to nasz bohater traci przytomność, a to sam Rogaty we własnej osobie przemawia aksamitnym głosem bezpośrednio w czaszce protagonisty, etc.

Starscream bardzo dużo serca włożył w oprawę audio-wizualną gry i pomysłowo wykorzystał potencjał GZDoom’a. Czekają więc na nas bajery takie jak sektor nad sektorem, skośne sektory, sektory z przezroczystą podłogą, sektory przemieszczające się poziomo, etc. (uszanowanko!), co w prostej linii przekłada się na realistyczność map. Grając ani przez moment nie czułem się zamknięty w kanciastym świecie wielkich pikseli. Z drugiej strony, problemem dla niektórych użytkowników może być stopień szczegółowości map. Ilość linedef’ów powoduje, że miejscami robi nam się poklatkowy bullet-time – niestety nie taki, jakiego życzyłby sobie każdy łowca demonów. Jeśli jednak dysponujemy wystarczająco mocnym sprzętem (na pewno więcej niż dwa rdzenie, 256 MB GPU i 4 GB RAM) to czekają nas zapierające dech w piersiach górskie krajobrazy. Zmiana kolorystyki z metaliczno-odblaskowej (kosmiczne bazy) tudzież siarczano-płomiennej (piekielne głębie) lub szaro-omszonej (zamki i lochy) na śnieżno-turkusową (tak właśnie wyglądają bazy UAC na Syberii, gdyby ktoś jeszcze nie wiedział) jest moim zdaniem strzałem w dziesiątkę, żeby nie powiedzieć „head-shot’em”; mimo tego bowiem, że w Doom’a łoję prawie dwadzieścia lat (z małymi przerwami na tzw. życie w tzw. realu), miałem przyjemne wrażenie świeżości. A mimo tego, że wychowałem się w niedostępnych górach, to prószący śnieg, skute lodem ścieżki i zamarznięte strumyki z jednej strony (tj. monitora) oraz świszczący wiatr i chrupoczący lód z drugiej (tj. głośników) sprawiły, że w trakcie gry musiałem zrobić przerwę na założenie dodatkowej bluzy i zaparzenie czerwonej herbaty prosto z Afryki…

No, ale przecież nie tylko dla historii gramy w Doom’a, ani dla estetycznej ekstazy, ale po to, by skąpać nasze neurony w czyściutkiej adrenalinie, nieprawdaż? Pod tym względem Winter’s Fury zapewnia kawał oldskulowej, nomen-omen, rozrywki rodziny wujka Lucka połączonej ze zwiedzaniem miejsc zaprzeczających euklidesowej geometrii. Sterowanie doomguy’em jest wygodne, akcja toczy się szybko a trup ściele gęsto i kolorowo dostarczając w ten sposób ogromnej satysfakcji. Ja to kupuję zawsze i w ciemno. Standardowa obsada demoniczna uzyskała również swoją zimową kolekcję. Impy przeszywają gracza mroźnym błękitem ich oczu, pomidory wyglądają jak po wyjęciu z zamrażarki a Mancubus’y strzelają zimnymi ogniami. Ta stosunkowo niewielka lecz staranna zmiana w outficie wysłanników Bafometa przynosi jednak bardzo zadowalające efekty – i tylko na karb mojej przyjaznej złośliwości ™ kładę fakt, że nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że strzelam do wrogów petardami noworocznymi a po niebie zaraz przelecą zaprzęgnięte w renifery sanie. Tak nawiasem mówiąc, infernalne nasienie w wersji świątecznej ma pewną nieprzyjemną właściwość. Mianowicie posługuje się tym samym rodzajem zimnych ogni i w efekcie poszczególne monstra należące do klasy demonów na feriach zimowych nie robią sobie nimi krzywdy. Cóż, od czego jednak nowy sprzęt, przy którym standardowe wyposażenie UAC wygląda niczym stosik śnieżek? Owszem, oddany do dyspozycji naszego gieroja arsenał jest zupełnie przewidywalny: pistolet pod dwójką, dwie strzelby pod trójką, pistolet maszynowy pod czwórką, etc. Jednak zarówno grafika poszczególnych zabawek jak i odgłosy przez nie wydawane pieszczą zmysły gracza (bardzo) jak i znajdujących się pod celownikiem demonów (tych to nawet bardziej). Do wtóru karabinu maszynowego przygrywa nam bardzo zacny soundtrack: od mroźnego industrialu przywodzącego na myśl łagodniejsze wstawki Fear Factory po gitarowe naparzanie w momentach powodujących nasilenie potliwości kończyn i wzrost stężenia wulgaryzmów w eterze.

Na zakończenie mam tylko dwie uwagi. Po pierwsze: magia, a nawet religia Doom’a – ‘nuff said. Po drugie: Blashyrkh Mighty Ravendark wyglądałby 100 razy lepiej zagrany przez doomguy’ów na Syberii.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Doom: Winter’s Fur(y)

Zdaniem ekspertów:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s